Nasza firma zajmuje się projektowaniem i wydawaniem gier planszowych osadzonych w historycznych realiach. Oficjalny start w piątek 27 stycznia o 13:00. Wtedy zostanie udostępniona strona www oraz będzie można dowiedzieć się więcej o wydawnictwie, a także o pierwszej grze, którą wydamy już w kwietniu. Teraz mogę jedynie zdradzić, że gra nazywa się „W Zakładzie. Lubelski Lipiec ’80″. Jej gracze wcielą się w pracowników Fabryki Samochodów Ciężarowych w Lublinie w przeddzień fali strajków, jakie przeszły Lubelszczyznę w lipcu 1980.
Lubelski oddział Instytutu Pamięci Narodowej serdecznie zaprasza uczniów do wzięcia udziału w turnieju planszowych gier historycznych, który odbędzie się podczas ferii zimowych w dniach (dwukrotnie od wtorku do czwartku):
w sali konferencyjno-wystawienniczej IPN przy ul. Staszica 22A w Lublinie.
Turnieje i naukę gier poprowadzą doktoranci Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, autorzy i projektanci planszowych gier historycznych, twórcy projektu „Fabryka Gier Historycznych”.
Podczas turnieju będzie można zagrać m.in.:
w grę planszową pt. „Kolejka”, która opowiada o realiach życia codziennego w latach schyłkowego PRL. Zadanie graczy (od 2 do 5) wydaje się proste. Muszą wysłać swoją, złożona z pięciu pionków, rodzinę do sklepów na planszy i kupić wszystkie towary z wylosowanej listy zakupów. Problem polega jednak na tym, że półki w pięciu osiedlowych sklepach są puste…
w „303”, czyli w szybką wojenną grą planszową dla dwóch osób. Jeden z graczy dowodzi RAF broniącym Wielkiej Brytanii, a drugi atakuje niemieckim Luftwaffe. Zadaniem lotnictwa Trzeciej Rzeszy jest zbombardowanie Londynu, a celem lotnictwa alianckiego powstrzymanie agresora. Każdy z graczy dysponuje sześcioma różnymi samolotami za pomocą których prowadzi operację wojenną na planszy, nawiązującej do stołu dowodzenia RAF. Podniebne pojedynki rozstrzygane są przy użyciu specjalnie zaprojektowanych kości.
w „Pamięć ’39”, opartą na zasadach popularnej gry „Memory”; wprowadza uczniów w tematykę kampanii wrześniowej 1939 r., operując archiwalnymi zdjęciami. Dołączona do gry broszura zawiera komentarz historyczny do poszczególnych fotografii.
A także w inne gry o tematyce historycznej, np. w „W zakładzie. Lubelski Lipiec ’80″.
Zwycięzcy poszczególnych konkursów otrzymają cenne nagrody ufundowane przez Instytut Pamięci Narodowej!
W imieniu swoim i organizatorów serdecznie zapraszam na ferie z grami planszowymi w IPN-ie. Zapowiada się świetna zabawa. Wstęp na tę kulturalną imprezę jest oczywiście bezpłatny.
W ostatnim odcinku pierwszego sezonu dowiedzieliśmy się, że James Darmody, jego ojciec – nazywany Komandorem, oraz brat Nucky’ego – Eli, planują pozbawić Enocha Thompsona władzy w Atlantic City. Cała trójka czuje się zapomniana i marginalizowana przez skarbnika hrabstwa, co godzi w ich ambicje. Dlatego Komandor, emerytowany przedsiębiorca, polityk i gangster, kładący podwaliny pod budowę miasta, przedstawia Jamesowi i Eli’owi plan, jak wyeliminować Nucky’ego. Właśnie to jest tematem przewodnim drugiego sezonu. W skrócie i uproszczeniu – widzimy, jak konkurencyjne sitwy walczą ze sobą o swój status w AC.
Z kolei gangsterzy z Nowego Jorku oraz Chicago bacznie obserwują ten konflikt, usiłując ugrać dla siebie jak najwięcej, a niektórzy z nich – intensywnie się w niego angażują. Jeszcze mocniej niż w pierwszym sezonie uwidacznia się różnica między „starą” a „nową” mafią. Nowe struktury są brutalne, nie boją się rozlewu krwi, a wręcz do niego dążą, uważając, że zamordowanie przeciwnika to najlepsza strategia.
Kontynuowane i rozbudowane zostały wątki fabularne głównych bohaterów, a także kilku innych co ciekawszych postaci – Margaret Schroeder, Komandora, Richarda Harrowa, Angeli czy Nelsona van Aldena. Dodatkowo narracja przebiega nie dwutorowo, jak w pierwszym sezonie, lecz co najmniej trzytorowo. Najważniejsze wątki dotyczą Nucky’ego, Jimmy’ego oraz agentów federalnych. Oczywiście są ze sobą mocno powiązane, ale prezentowane są problemowo, nie chronologicznie.
W drugim sezonie nie wprowadzono zbyt wielu nowych postaci, jednak ich jakość i oryginalność rekompensują ten element. Wśród nich najciekawszym wydał mi się Manny Horvitz (grany przez Williama Forsythe’a), gangster żydowskiego pochodzenia, działający w Filadelfii. Z resztą – przy zawiłych perypetiach już znanych bohaterów, wcale nie odczuwałem braku nowych.
Zakazane Imperiumto serial oparty na książce Nelsona Johnsona pt. Boardwalk Empire. Jej autor jest prawnikiem, historykiem i pisarzem w jednej osobie. Scenariusz oparty został na trzech rozdziałach tej powieści. Pierwszy z nich to: The Birth (w wolnym tłumaczeniu: Narodziny), drugi: High Times (Najwyższy Czas), trzeci: Corruption of Atlantic City (Korupcja w Atlantic City). Nie znam pierwowzoru, więc nie mogę ocenić jak wykreowano głównych bohaterów na kartach książki, za to więcej mogę powiedzieć o Enochu Lewisie „Nucky’m” Johnsonie, którego historia stała się inspiracją dla Nelsona Johnsona. W Boardwalk Empire występują jeszcze inne postacie posiadające swój historyczny pierwowzór, są to między innymi Louis „Komandor” Kaestner inspirowany Louisem „Komandorem” Kuehnle; senator Walter E. Edge oraz burmistrz Atlantic City Edward L. Bader – w przypadku dwóch ostatnich nawet nie zmieniono imion i nazwisk, prawdopodobnie dlatego, że to postacie czwartoplanowe.
Nucky to postać autentyczna. Urodził się 20 stycznia 1883 r., zmarł z powodów naturalnych 9 grudnia 1968, dożywając prawie 86 lat. Od 1910 r. przez ponad 30 lat stał na czele „political machine”, czyli nieoficjalnej struktury trzymającej władzę – w tym wypadku w Atlantic City oraz w stanie New Jersey. Machina polityczna to coś w rodzaju mafii, jednak to określenie nie ma tak pejoratywnego wartościowania, choć istnieje mnóstwo podobieństw. W obu przypadkach występuje jeden szef, działają nieustannie (nie doraźnie), posługują się nie zawsze legalnymi sposobami na osiągnięcie swoich celów (np. łapówki, zastraszanie, pobicia). Najważniejszą różnicą jest to, że w przypadku machiny politycznej, jej działacze zajmują wysokie stanowiska, w przeciwieństwie do gangsterów, którzy wolą pozostać w kuluarach i nie ujawniać się.
Najprościej zobrazuję to na podstawie Zakazanego Imperium. Nucky jest skarbnikiem hrabstwa, jego brat Eli – szeryfem, burmistrz Atlantic City to Edward Bader, później Jim Neary, także należący do machiny. Pod przykrywką legalnie działających interesów załatwiają swoje brudne sprawki, nie obawiając się, że dosięgnie ich wymiar sprawiedliwości, a tym bardziej lokalne organy ścigania.
Machiny polityczne przez długi czas legalnie działały w Stanach Zjednoczonych. Akcja wymierzona w ich szefów, to temat na oddzielny wpis, bo ta historia wydaje się dość interesująca. Przekładając to pojęcie na rodzimy grunt, wydaje mi się, że najtrafniejszym porównaniem będzie porównanie do systemu klientelizmu szlacheckiego, który opierał się na podobnych zależnościach, np. na osobistych i finansowych zobowiązaniach wobec głowy rodu. Aczkolwiek sam nie wiem, czy dzisiejsze układy polityczne nie są w same w sobie dobrym porównaniem.
Historia Enocha Johnsona była jedynie inspiracją dla autora książki i twórców serialu, dlatego w wielu miejscach losy Nucky’ego mogą być rozbieżne z informacjami o amerykańskim polityku i aferzyście. Autentyczny Enoch w 1941 r. został skazany na 10 lat więzienia i karę 20 tys. dolarów grzywny za oszustwa podatkowe. Schedę po nim przejął wtedy Frank S. Farley. Po wyjściu z więzienia Nucky nie wrócił już do aktywnej działalności politycznej, ani gangsterskiej. Natomiast jeszcze nie wiemy, jak potoczą się losy serialowego Enocha, ponieważ akcja drugiego sezonu dzieje się jeszcze w latach 20.
Louis Kuehnle (w serialu: Louis „Komandor” Kaestner) był przedsiębiorcą i wizjonerem. Chciał uczynić Atlantic City największą metropolią w Stanach. Konsekwentnie dążył do tego, realizując swoją politykę z sukcesami. Jednak nie zawsze legalnie – np. płacił za głosy w wyborach, a od zatrudnionych urzędników pobierał haracz w wysokości ok. 5-7% ich wypłat. Między innymi dlatego nowo wybrany gubernator Woodrow Wilson, późniejszy prezydent USA, doprowadził Komandora przed sąd. Wtedy za sfałszowanie wyborów otrzymał 6 miesięcy pozbawienia wolności (w serialu 5 lat). Wówczas na scenę wkroczył Nucky i przejął władzę po skompromitowanym Louisie.
Enoch Johnson bardzo szybko stał się lubianym i docenianym szefem machiny. Uzyskał duże poparcie zarówno wśród bliskich współpracowników, a także zwykłych, szarych obywateli Atlantic City. Był wyznacznikiem stylu – zawsze nienagannie ubrany, w drogich garniturach, w niebieskiej limuzynie oraz z kwiatkiem w butonierce. Wszystkie te motywy zostały dokładnie odwzorowane w Zakazanym Imperium.
Jeszcze o wielu innych smaczkach z życia Enocha Johnsona można by napisać i porównać je z wersją serialową, chociażby o życiu osobistym Nucky’ego, jednak zamiast tego, po prostu zachęcę do obejrzenia Zakazanego Imperium. Drugi sezon tego wyśmienitego serialu trzyma co najmniej ten sam poziom, co pierwszy. Na pewno jest ostrzejszy, bardziej brutalny – a to dlatego, że skupiono się na działaniach „młodych wilków”, ale nie zabrakło epizodów o zupełnie innym charakterze.
Jednocześnie nagromadzenie wielu ekscytujących wątków, nieprzewidzianych zwrotów akcji, a także dobrej gry aktorskiej, niesamowitej muzyki, przyczyniają się do wysokiej oceny Boardwalk Empire. Konstrukcja poszczególnych odcinków jest wg mnie wzorem do naśladowania. W każdym z nich ilość poszczególnych scen – rodzinnych, akcji, dramatycznych, została odpowiednio zbalansowana. Dzięki temu, każdy prawie 60-cio minutowy seans Zakazanego Imperium to uczta dla uszu i oczu. Zaś ostatnie 5 minut odcinka niemal zawsze robi na mnie piorunujące wrażenie i powoduje chęć obejrzenia kolejnego.
W mojej hierarchii, to jeden z najlepszych seriali w ogóle.
Kolejny, czyli trzeci sezon i prawdopodobnie ostatni, zostanie wyemitowany dopiero jesienią 2012 roku.
Zanim gadżety typu „ePawn Arena” zyskają dużą popularność, pewnie jeszcze trochę czasu minie. Zanim trafią do Polski i staną się czymś rozpoznawalnym – minie drugie tyle. Jednak już teraz można się zastanowić, czy ewolucja planszówek powinna pójść właśnie w tym kierunku. Co sądzicie o takich ekranach, które mają uprzyjemnić i uatrakcyjnić gry planszowe? No i podstawowe pytanie – czy wg was, korzystając z takiej areny, dalej gramy w planszówki, czy już w coś innego?
Poniżej przykład „ePawn Arena”, jednego z gadżetów do smartphone’a, tabletu oraz PC-ta. Zapraszam do dyskusji.
Na pytanie zawarte w temacie wielu ludzi szuka odpowiedzi. Wolność jest na tyle szerokim pojęciem, że ciężko jest ustalić jedną, prawdziwą i słuszną odpowiedź. Owy abstrakt, dla każdego może znaczyć co innego. Dlatego zachęcam do zapoznania się z kilkuminutową animacji właśnie o wolności. Raczej rzadko udostępniam tego typu filmy-apele, choć często je oglądam – ich autorzy często mają wiele racji, ale dziś postanowiłem zrobić wyjątek. Zapraszam do obejrzenia dziełka Mr. Freemana.
Święto Objawienia Pańskiego, w Polsce potocznie nazywane – świętem Trzech Króli, to bardzo ciekawy przykład, jak wielki wpływ na wiarę katolicką ma tradycja, która chociażby w przypadku tej uroczystości, okazuje się być mocniejsza niż samo Pismo Święte.
Epifania jest bardzo ważnym świętem dla katolików. 2 tys. lat temu nowo narodzony Bóg objawił się poganom i niewierzącym, aby ci mogli oddać mu hołd i w konsekwencji dostąpić łaski bożej. Jest to symboliczne przejście z religii zamkniętej, tylko dla narodu żydowskiego, do religii powszechnej. Dzięki temu zbawienie mogą uzyskać wszyscy, a nie tylko naród wybrany.
W średniowieczu ukształtowało się przeświadczenie, że niewierzący i innowiercy byli reprezentowani przez Trzech Króli przybywających ze Wschodu. Monarchowie mają symbolizować wszystkich ludzi na Ziemi. Dlatego w sztuce inspirującej się chrześcijaństwem te postacie prezentowane są na różne sposoby – często jeden z nich jest młody, drugi stary, a trzeci na przykład ma inny kolor skóry. Czarnoskóry król ze Wschodu wszedł do kanonu postaci biblijnych w europejskiej sztuce sakralnej w XIV stuleciu. Poprzez takie przedstawienie Królów oddających cześć Jezusowi, chciano ukazać uniwersalność zbawienia, a także jego zwierzchnictwo nad wszystkimi narodami.
Tego dnia w Kościele zwyczajowo święci się kadzidło, mirrę i kredę. Zwyczaj ten funkcjonuje od ok. XV stulecia w przypadku kadzidła (wtedy święcono także złoto), a w przypadku kredy od XVIII wieku – wtedy też rozpowszechnił się zwyczaj pisania na drzwiach domu „K+M+B XXXX” – pod iksy należy podstawić aktualny rok. Powszechnie wiadomo, że ten skrót oznacza Trzech Króli przybyłych ze Wschodu – Kacpra, Melchiora i Baltazara. Jednak nie jest to prawda. Od zarania chrześcijaństwa inskrypcja CMB oznaczała:Christus Mansionem Benedicat, czyli Niech Chrystus błogosławi temu domowi lub Christus Multorum Benefactor, czyli Chrystus dobroczyńcą wielu – tłumaczenie skrótu wg św. Augustyna.
Potoczna nazwa święta nie jest adekwatna do przekazów biblijnych. W Piśmie nie ma informacji o Królach, ale o Mędrcach lub Magach. Ponadto żaden ewangelista nie podaje liczby Mędrców, jedynie Mateusz pisze o ilości złożonych przez nich darów – złocie, mirrze, kadzidle (2,1-12).
Królewskie imiona – Kacper, Melchior i Baltazar, pochodzą z późnych i niepewnych źródeł, nie są istotne z teologicznego punktu widzenia, ale za to są bardzo ważne w kulturze i tradycji chrześcijańskiej.
Poniżej statystyki podsumowujące ubiegły rok. Zostały wygenerowane automatycznie przez WordPressa, zapraszam.
Here’s an excerpt:
The concert hall at the Syndey Opera House holds 2,700 people. This blog was viewed about 36 000 times in 2011. If it were a concert at Sydney Opera House, it would take about 13 sold-out performances for that many people to see it.
Na półkuli północnej dzisiejszy dzień jest najkrótszym dniem w roku. W Polsce Słońce góruje nad horyzontem niewiele ponad 7 godzin – zależnie od szerokości geograficznej obserwatora. Obecnie fakt ten ma znikome znaczenie, w istocie niewielu ludzi interesuje, kiedy jest najdłuższy albo najkrótszy dzień/noc w roku. Jednak dla antycznych cywilizacji tego typu zdarzenia astronomiczne – równonoce i przesilenia, miały ogromne znaczenie. Powszechnie kojarzono je z magią.
Przesilenie zimowe jest magiczne dla wielu kultur, w tym np. perskiej, rzymskiej, słowiańskiej czy chrześcijańskiej. Z tej okazji w starożytnym Rzymie organizowano kilkudniowe uroczystości na część boga Saturna, a na terenach zamieszkałych przez Słowian świętowano początek nowego roku kalendarzowego, wegetacyjnego i liturgicznego. Święto Godowe dla naszych praprzodków było jednym z najważniejszych świąt w całym roku.
Ta data jest jedną z najistotniejszych także dla kultury chrześcijańskiej – 25 dzień grudnia, kilka dni po przesileniu, narodził się przecież Jezus Chrystus. Dzień narodzin Syna Boga nie został ustalony (ważne: ustalony) przypadkowo. Gdy chrześcijaństwo stało się religią panującą w Imperium Rzymskim, musiało przeciwdziałać innym kultom. Jeden prawdziwy Bóg nie dopuszczał możliwość wiary w inne bóstwo, niż on sam, dlatego zaczęła się powolna degradacja tradycyjnych kultów. „Ofiarą” tych działań stał się bardzo popularny w Rzymie perski bóg Mitra – Bóg Słońca, Sol Invictus (Słońce Niezwyciężone), Kosmokratos (Władca Kosmosu), którego narodziny czczono 25 grudnia.
W IV wieku naszej ery prawdopodobnie Juliusz I zarządził, że dniem narodzin Chrystusa będzie 25 grudnia. Data ta została wybrana z kilku powodów:
jest to data magiczna (ze względu na przesilenie),
25 świętowano urodziny Mitry, „konkurencyjnego” boga, często porównywanego do Jezusa,
w Rzymie obchodzono w tym czasie Saturnalia, kilkudniowe bardzo radosne święto na cześć Saturna,
na podstawie informacji zawartych w Biblii.
Chrześcijaństwo było powszechnie znane z faktu, że swoje święta organizowało w miejsce uroczystości pogańskich. Celem takich działań było przede wszystkim zneutralizowanie kultów pogańskich i ewolucyjne zastąpienie ich świętami chrześcijańskimi. Najlepszym przykładem tego typu działania jest właśnie dzień narodzin Chrystusa.
Magiczne liczby, daty czy wydarzenia astronomiczne to bardzo wdzięczny i interesujący temat. Dlatego jeszcze nie raz poruszę te zagadnienia na swoim blogu. A tym czasem:
Wszystkim moim czytelnikom życzę wesołych świąt narodzenia Jezusa Chrystusa i boga Mitry. Niech słowiański nowy rok przyniesie wam samych sukcesów, a Saturn ma was w swojej opiece!
Aby przypomnieć o 30. rocznicy wprowadzenia Stanu Wojennego przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego i Wojskową Radę Odrodzenia Narodowego, przedstawię kilka mniej i bardziej znanych protest songów. Temat jest bardzo szeroki, nawet nie będę próbował przedstawić pewnej reprezentacyjnej grupy takich piosenek. Dobierając poniższy repertuar kierowałem się raczej odczuciami estetycznymi i własnym gustem muzycznym, niż tematem podejmowanym przez artystę wykonującego dany utwór.
W dniu dzisiejszym i tak będzie pojawiało się mnóstwo informacji o 13 grudnia ’81, dlatego ja Stan Wojenny potraktuję jako przyczynek do tego wpisu.
Rota
To utwór poetycki Marii Konopnickiej, a także pieśń hymniczna. Pierwszy raz Rota została opublikowana w 1908 w czasopiśmie Przodownica. Powstała pod wpływem oburzenia prześladowaniami polskości w zaborze pruskim. Jest to pierwsza polska pieśń protestu (albo jedna z pierwszych).
tekst: Maria Konopnicka
muzyka: Feliks Nowowiejski
wykonanie: Warszawski Chór Międzyuczelniany
Siekiera, motyka
Utwór rozpowszechniony dzięki filmowi muzycznemu pt. Zakazane piosenki z 1946 w reż. Leonarda Buczkowskiego. Pierwotnie Siekiera, motyka śpiewana była przez mieszkańców okupowanej Warszawy, powstała w 1942 r., opowiadała o życiu w zniewolonej stolicy. Panował zakaz śpiewania tego utworu. Autorką tekstu była Anna Jachnina.
Dziwny jest ten świat
Tekst i muzyka: Czesław Niemen. Piosenka pierwotnie miała być protestem ideowym przeciwko socjalistycznym władzom w Polsce, jednak w 1967 r. owa władza postanowiła nagrodzić ten utwór za ideowe walory tekstu piosenki. Partia zamiast zwalczać Niemena i jego utwór postanowiła przyjąć go za dobrą monetę, dlatego w Opolu ’67 artysta otrzymał nagrodę szefa Radiokomitetu Włodzimierza Sokorskiego. Władza ludowa radziła sobie na różne sposoby ze swoimi ideologicznymi wrogami…
Protest dance
Piosenka Protest dance Renaty Przemyk powstała w 1990 roku i odnosi się do zmian ustrojowych w Polsce. Sam tytuł utworu wskazuje już na jego przesłanie, a wystarczy wsłuchać się w tekst i odnieść go do transformacji ustrojowej z przełomu lat 80. i 90., aby odnaleźć wiele aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej.
Psalm stojących w kolejce
Psalm stojących w kolejce to jedna z najbardziej znanych piosenek Katarzyny Prońko. Po wprowadzeniu Stanu Wojennego zyskała jeszcze większą popularność ze względu na niektóre, bardzo dobitne sformułowania w tekście. Utwór Prońko był protestem przede wszystkim przeciwko sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce. Popularność tego utworu zbiegła się z ogłoszeniem Stanu Wojennego, przez co tym bardziej kojarzona jest z tym okresem.
Mury
Na zakończenie dodam piosenkę, która nie jest przykładem protest songu, ale przez wiele osób uważana jest za jego wzór. Myślę o utworze Mury Jacka Kaczmarskiego. Zwróćcie uwagę na ostatnie wersy tekstu, w którym artysta przedstawia zakończenie historii młodego i natchnionego śpiewaka – mury rosną, a u jego nóg kołysze się łańcuch, który chciał zerwać. Sam Kaczmarski powtarzał w różnych wywiadach, że ten utwór wcale nie ma pozytywnego zakończenia, a artysta nie udziela w nim rad, co jest dość charakterystyczne dla protest songów. Co ciekawe, na wielu koncertach ostatnia zwrotka, ta pesymistyczna, była wygwizdywana przez słuchaczy, którzy nie zgadzali się z jej przesłaniem.
Obecny, już powoli kończący się rok, uchwałą Senatu RP z 3 grudnia 2010, stał się rokiem upamiętnienia jednego najwybitniejszych polskich naukowców – Marii Curie-Skłodowskiej. Powodów, aby w ten sposób uczcić pamięć MCS jest wiele, a rok 2010 nie był wybrany przypadkowo. Równo 100 lat temu Maria Curie odebrała swoją drugą Nagrodę Nobla. Warto też dodać, że jako jedyna kobieta na świecie zdobyła dwa Noble w dwóch różnych dziedzinach – chemii i fizyce.
Autorzy Uchwały Senatu RP o ustanowieniu roku 2011 Rokiem Marii Skłodowskiej-Curie argumentowali swoją decyzję między innymi w ten sposób:
Maria Skłodowska-Curie urodziła się 7 listopada 1867 roku w Warszawie. Pochodziła z rodziny, w której kultywowano tradycje patriotyczne. Była osobą wszechstronnie uzdolnioną: znała pięć języków, interesowała się socjologią, psychologią oraz naukami ścisłymi. Pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku organizowała zajęcia dla dzieci wiejskich, w ramach których uczyła języka polskiego, historii, algebry, wcielając w życie ideały pozytywizmu. Za tę nielegalną działalność groziło Jej nawet zesłanie. Podczas I Wojny Światowej organizowała ruchome stacje rentgenowskie, dostała się na front, gdzie szkoliła personel medyczny jak wykonywać prześwietlenia.
Dwukrotna laureatka Nagrody Nobla w 1903 r. w dziedzinie fizyki i w roku 1911 w dziedzinie chemii, opracowała teorię promieniotwórczości i technikę rozdzielania izotopów promieniotwórczych. Dzięki Jej odkryciom powstała radiochemia – nowa gałąź chemii. Pod Jej osobistym kierunkiem prowadzono pierwsze badania nad leczeniem raka za pomocą promieniowania jonizującego.
Aby uczcić wybitną polsko-francuską badaczkę organizowano szereg imprez kulturalnych w całej Polsce – wystawy, wystąpienia, sympozja naukowe. Jednym z ciekawszych sposobów na zaprezentowanie sylwetki Marii Curie jest film animowany Tomasza Bagińskiego zrealizowany na polecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zachęcam do obejrzenie animacji poświęconej polskiej noblistce.
Dla organizatorów współczesnych wielkich imprez sportowych, oprócz samych igrzysk, bardzo ważna jest oprawa towarzysząca tym wydarzeniom. Dlatego od wielu lat panuje trend, aby wszystkie Mistrzostwa miały swoje maskotki, logo, jednolitą oprawę graficzną, a także oficjalny hymn.
Od kilku dni znamy już oficjalny hymn Mistrzostw Europy 2012 odbywających się w Polsce i na Ukrainie. Artystką wykonującą ten utwór jest Oceana Mahlmann, znana w Polsce przede wszystkim z Tańca z Gwiazdami oraz z Jaka to melodia? Jednym z hitów Oceany jest piosenka „Cry Cry”. Jak wam się podoba utwór „Endless Summer”, który ma stać się wizytówką tego turnieju?
PS Jeśli powyższy filmik nie wyświetla się, to oznacza, że nadal trwa blokada na mocy praw autorskich. W zamian za to mogę podlinkować tylko wersję audio piosenki: tutaj.
We wtorek 27 XI jeden z polskich projektantów mody przedstawił swoją nową kolekcję – Heroes. W wywiadzie, jaki Robert Kupisz udzielił po jej zaprezentowaniu, zdradził, że inspirował się zdjęciami z Muzeum Powstania Warszawskiego. Owocem tej inspiracji są motywy patriotyczne i historyczne w najnowszej propozycji projektanta.
Motywem przewodnim kolekcji jest orzeł biały – na koszulkach oraz przepaskach. Chciałbym, aby patriotyzm był stałym trendem wśród młodych ludzi, niezależnie od przemijającej mody. - Powiedział przed pokazem Kupisz.
Polska Agencja Prasowa udostępniła krótki film z tego pokazu. Po jego obejrzeniu, oprócz nowej kolekcji, widz może poznać zdanie 3 polskich celebrytów - Anety Kręglickiej, Moniki Olejnik oraz Szymona Majewskiego. Zachęcam do zapoznania się z tym materiałem, nie jest długi, za to interesujący pod względem tematycznym.
Modelom i modelkom na wybiegu towarzyszyła muzyka Anny Marii Jopek.
Przy okazji tego wpisu uważam, że warto zareklamować sklep z „odzieżą patriotyczną” – Surge Polonia, którego założycielem jest jeden z doktorantów historii UMCS – Mateusz Staroń.
„Powstań Polsko” to pierwsza na świecie marka odzieży patriotycznej łącząca tematykę patriotyczną z najnowszymi trendami designu. Markę tworzy grupa przyjaciół zafascynowanych polską historią, którzy postanowili przybliżyć jej najciekawsze epizody szerokiemu gronu odbiorców, nadając im współczesny wymiar. Naszą ambicją jest stworzenie szeroko rozpoznawalnej marki odzieży kojarzonej z wysoką jakością oraz patriotycznym przekazem. Chcemy dowieść, że patriotyzm może być zarówno ciekawy, jak i niezwykle inspirujący. Autorzy sklepu i projektanci chcą pokazać nowe spojrzenie na patriotyzm.
A czy wy ubralibyście się w coś takiego? Co sądzicie o noszeniu ubrań z motywami patriotycznymi?
Początkowo wpis chciałem okrasić tytułem „Polska polityka historyczna”, jednak doszedłem do wniosku, że takie sformułowanie jest zupełnie nieadekwatne do stanu faktycznego. Wydaje mi się, że w Polsce nie ma jednej dominującej siły, która narzuca taką, a nie inną politykę historyczną. Oczywiście można wyróżnić główne nurty propagowane przez różne instytucje — wśród których na pewno jest władza ustawodawcza, a także władze samorządowe — jednak żadna z nich nie zdobyła, w sposób naturalny, a nie administracyjny, znaczącej przewagi nad innymi. Dlatego zamiast opisywać działania konkretnych organizacji, przedstawię kilka ogólnych spostrzeżeń związanych z tym tematem.
Realizacja polityki historycznej odbywa się na kilku płaszczyznach, jedną z nich jest szkoła. Dzieci i młodzież od początku swojej edukacji są karmione różnymi frazesami, a w dalszym procesie edukacji ugruntowują wyrobione wcześniej przekonania. Dość wyraźnym przykładem obecnej polityki historycznej jest promowanie Unii Europejskiej (od razu zaznaczę, że podawane przeze mnie spostrzeżenia nie mają charakteru wartościującego). Po 2004 roku w podręcznikach do wiedzy o społeczeństwie Unia Europejska stała się jednym z ważniejszych tematów. Stosunkowo mało informacji jest natomiast o Grupie Wyszehradzkiej, Trójkącie Weimarskim, Inicjatywie Środkowoeuropejskiej czy chociażby Radzie Państw Morza Bałtyckiego.
W ramach polityki historycznej ograniczana jest ilość godzin historii w szkole. Ze swoich lat szkolnych pamiętam, że na żadnym etapie edukacji nie udało nam się dojść do okresu po II wojnie światowej. Zazwyczaj kończyliśmy mniej więcej na dwudziestoleciu międzywojennym. Dlaczego ważniejsze było poznać formowanie się państwa Mieszka I, a nie formowanie się PKWN-u albo wolnej Polski po 1989? System edukacji kładzie nacisk na historię dalszą, niemającą niemal żadnego znaczenia na czasy obecne, zaś zapomina o dostarczeniu informacji aktualnych i mających realny wpływ na obecną sytuację geopolityczną. Niestety WOS nie nadrabia tych braków, gdyż koncentruje się na czymś zupełnie innym. Przeniesienie punktu ciężkości z nauczania dziejów Piastów i Jagiellonów na historię XX wieku przyniosłoby więcej praktycznych korzyści, niż nauka o początkach państwa polskiego. Pozbawianie wiedzy aktualnie przydatnej, przekładającej się również na świadomość historyczną młodych ludzi, podważa fundament wspólnoty narodowej.
Kolejną, chyba najważniejszą sferą oddziaływania na świadomość historyczną ludzi, są media. Nie od dziś funkcjonuje powiedzenie, że „media czwartą władzą”, a także że „media kłamią”. Większość osób potrafi powtórzyć te frazesy, jednak obawiam się, że jedynie część zastanowiła się nad nimi i w konsekwencji krytycznie przygląda się doniesieniom radia czy telewizji.
Przykładem niech będą tegoroczne: Marsz Niepodległości i kontrmanifestacja zorganizowana przez Porozumienie 11 listopada. We wszystkich stacjach telewizyjnych ukazano chuliganów i agresywnie zachowujących się demonstrantów. Niektóre stacje postawiły znak równości między kibolami a uczestnikami Marszu Niepodległości oraz między kontrmanifestantami a lewakami.
Oba te przekazy są niepełne, pokazujące jedynie wycinek wszystkich wydarzeń. 11 listopada w Warszawie zatrzymano tylko ponad 200 osób za demolowanie i rozróby, przy czym tę liczbę mniej więcej równo należy podzielić, ponieważ zatrzymano osoby z obu stron sporu. Na samym Marszu, w zależności od osób i instytucji wyliczających, było od 20 do ponad 90 tys. ludzi. [źródła: strona organizatorów, blog Romualda Szeremietiewa]. Uczestnicy przygotowali ogromne flagi, śpiewali patriotyczne pieśni, a wielu z nich przyszło całymi rodzinami, aby celebrować najważniejsze święto państwowe w RP. Tych obrazów nie pokazała żadna telewizja, informacje o tym można było czerpać przede wszystkim z portali społecznościowych i filmów z YouTube.
Nie mam natomiast informacji ile osób wzięło udział w wiecu i kontrmanifestacji, jednak jestem pewien, że zdecydowaną większość miała pokojowe zamiary i nie demolowała i nie biegała z pałkami teleskopowymi po ulicach Warszawy.
Odmienną kwestią jest fakt, że największe i opiniotwórcze media lansowały hasło jednej strony – Porozumienia 11 listopada. Ich głównym sloganem było tradycyjne wręcz: „Faszyzm nie przejdzie”. Jednak tylko nieliczni dziennikarze i publicyści stanęli w obronie organizatorów Marszu Niepodległości, wyjaśniając, że faszyzm nie jest adekwatnym pojęciem i nie należy łączyć go z Marszem. Dużo gorszą rzeczą, przynajmniej takie odniosłem wrażenie, było bardzo neutralne podejście mediów do grup anarchistów z Niemiec. (W moich odczuciu anarchiści, z fundamentalnych powodów, stanowią duże większe niebezpieczeństwo, niż faszyści.) Przyzwalanie na tego typu demagogie i powielanie nieprawdziwych informacji jest bardzo niepokojące, może też prowadzić do wielu nieporozumień, a także jest sprzeczne z etyką dziennikarską.
Powyżej opisałem przykład, którym chciałbym dowieść, że pewne grupy społeczne, i to wcale nie małe, są spychane na margines, a ich potrzeby i pozytywne działania bagatelizowane (negatywne opinie i przyczepione łatki zaś hiperbolizowane). Dla mnie jest to jawny przykład polityki historycznej, polegający na chęci obrzydzenia pewnej idei. W tym przypadku idei narodowej z Romanem Dmowskim jako jej symbolem i próbowaniu totalnego stłamszenia jednej odmiany patriotyzmu przy jednoczesnym zachwalaniu „nowego patriotyzmu” i nowego „modelu Polaka”. Media powinny zachować neutralność, jednak dyskurs publiczny wypełniony jest skrajnościami i ciągle podsyca napiętą atmosferę.
Ostatnią płaszczyzną, do której nawiążę, są nazwy ulic, pomniki, popiersia, obeliski upamiętniające wydarzenia i tym podobne architektoniczne spuścizny po czasach słusznie minionych. Swój przykład oprę o naszą stolicę, w której zatrważająco dużo jest takich pozostałości. Fakt ten nazwę paradoksem dekomunizacji.
Ów paradoks polega na tym, że mimo przeprowadzenia dekomunizacji, czyli między innymi usunięcia z przestrzeni publicznej znaków komunistycznych, nazw ulic, czy odsunięcia od sprawowania wysokich urzędów państwowych ludzi związanych z władzą ludową, wiele symboli, nie wspominając o osobach, pozostało na swoich miejscach.
Pierwszym przykładem niech będzie pomnik gen. Zygmunta Berlinga przy ul. Wał Miedzeszyński na Saskiej Kępie w Warszawie. Berling jest bardzo kontrowersyjną postacią. Podczas I wojny światowej służył w Legionach, po wojnie w niepodległym Wojsku Polskim, w którym uzyskał rangę podpułkownika. Jeszcze w trakcie II WŚ Berling zaczął współpracować z Armią Czerwoną, dowodził nawet nieformalną grupą wysokich oficerów, którzy zdecydowali się oddać w dyspozycję Moskwy. W 1941 w tajemnicy dobrowolnie poprzysiągł wierność Związkowi Radzieckiemu, przeszedł szereg szkoleń, a następnie na polecenie Stalina dołączył do armii gen. Andersa, a tam zajmował się szpiegostwem na rzecz ZSRR. W skutek działań i postawy Berlinga w 1943 r., po jego dezercji i ucieczce do Związku Radzieckiego, sąd wojskowy skazał go na śmierć. Nie będę przytaczał dalszej historii Berlinga, to temat na oddzielny wpis.
Czy ideowy komunista, walczący u boku Armii Czerwonej, zasługuje w wolnej i niepodległej Polsce na pomnik?
Jedną z głównych ulic Warszawy jest Aleja Armii Ludowej. AL było wojskiem zorganizowanym przez polskich i sowieckich komunistów, którzy z założenia mieli bardziej pomóc Armii Czerwonej, niż Armii Krajowej. Dowódcą AL był gen. Michał Rola-Żymierski, między innymi Naczelny Dowódca Wojska Polskiego i minister obrony narodowej (1945–1949) i przewodniczący Państwowej Komisji Bezpieczeństwa, Marszałek Polski, członek Prezydium Krajowej Rady Narodowej. Jak widać po wojnie zajmował on najwyższe stanowiska w nowej Polsce.
Armia Ludowa zajmowała się przede wszystkim sabotażem aprowizacji niemieckich, stoczyła też szereg bitew z Niemcami, jednak nie były to ani wielkie, ani znaczące starcia. Udział AL w powstaniu warszawskim był znikomy, przede wszystkim dlatego, że Moskwa zabroniła jej wziąć udział w tej insurekcji.
Na potwierdzenie faktu, że AL wcale nie sprzyjała Rzeczpospolitej, powrócę do 2007 roku, kiedy głośno było o nowelizacji prawa kombatanckiego. Tę nowelizację przygotowały Instytut Pamięci Narodowej oraz Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Na jej mocy żołnierze Armii Ludowej oraz Gwardii Ludowej mieli zostać wyjęci spod prawa kombatanckiego, ponieważ uznano, że działania obu organizacji były wymierzone w suwerenność, niepodległość i integralność Rzeczypospolitej Polskiej.
Jak to się stało, że nazwa tak haniebnej formacji przetrwała proces dekomunizacji i pozostała nazwą dla jednej z głównych ulic w stolicy?
Najbardziej zniesmaczony jestem faktem, że w jednym z najładniejszych parków w stolicy, a dokładnie w Parku Skaryszewskim im. I. J. Paderewskiego, stoi Pomnik Żołnierzy Radzieckich, upamiętniający 26 sołdatów poległych we wrześniu 1944 r. Na wmurowanej w monument tablicy został umieszczony napis:
Wieczna chwała
bohaterom
Armii Czerwonej
poległym w walkach
o wyzwolenie
stolicy Polski
Warszawy
Udział Armii Czerwonej w wyzwalaniu Warszawy jest nikły – ZSRR nie popierało powstania warszawskiego. Konsekwencje „pomocy” Związku Radzieckiego okazały się katastrofalne dla Polski. Po wycofaniu się Niemców Rosjanie zajęli stolicę i rozpoczęli własną okupację, nie oddali jej w ręce Polaków. Warto też przypomnieć, że Związek Radziecki 17 września 1939 r. dokonał agresji na Polskę, która zaowocowała bardzo długą okupacją i wieloma represjami. Dodatkowo wiedząc, jaki cele i nakazy miały komunistyczne służby działające na terenie RP, a potem PRL (Armia Czerwona, NKWD, UB, SB, ogólnie cały aparat represyjny kontrolowany przez Związek Radziecki), jak można było pozostawić taki pomnik?
Takich i podobnych przykładów można mnożyć. Wiele z nich nie budzi już kontrowersji, a mieszkańcy miast z pewnością przyzwyczaili się do widoku pomników czy nazw ulic działaczy zasłużonych dla PRL-u. Godząc się na nie, wykazujemy się także pewną postawą – obojętnością względem naszej przeszłości. Świadomość krzywd, jakie spadły na Polaków z rąk Niemców i Rosjan, nie powinna zostać wyparta. Przeszłość kształtuje przyszłość, nie znając jej, tracimy część narodowego dziedzictwa.
[EDYCJA: debata została odwołana z przyczyn niezależnych od organizatorów]
W najbliższą środę (30 XI) odbędzie się debata między Marianem Kowalskim, rzecznikiem ONR, reprezentującym stronę Marszu Niepodległości, oraz Michałem Kabacińskim, posłem na Sejm RP, członkiem partii Ruchu Palikota, reprezentującym Kolorową Niepodległą. Rozmowa będzie dotyczyła patriotyzmu.
Debata rozpocznie się o godz. 11.30 w Auli im. I. Daszyńskiego na Wydziale Politologii UMCS (Pl. Litewski 3, Lublin).
Koło Naukowe Studentów Międzykierunkowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie zaprasza na międzynarodową konferencję naukową Przekraczanie granic – nowoczesna humanistyka. Konferencja odbędzie się 24-25 listopada 2011 roku w Sali Obrady Rady Wydziału Humanistycznego UMCS Lublin, Plac Marii Curie-Skłodowskiej 4a.
Program dostępny jest w tym miejscu. Do najciekawszych tematów osobiście zaliczę:
Przekraczanie granic przeszłości. Wizja historii w Lodzie Jacka Dukaja.
Ciało – fizyczna struktura czy podmiot wcielony?
Literatura multikulturowa jako odpowiedź na „zderzenie cywilizacji” i upadek polityki pluralizmu kulturowego.
Granica czy tożsamość? Dlaczego rozpadają się państwa?
Nowe kryteria wyznaczania narodowości po II wojnie światowej.
W imieniu organizatorów i swoim zapraszam na konferencję, zapowiada się całkiem interesująco.