„Bitwa o Skandię”

„Bitwa o Skandię” jest czwartą częścią serii, autorstwa australijskiego pisarza – Johna Flanagana. Jej głównymi bohaterami są zwiadowcy, przedstawiciele elitarnego korpusu szpiegowsko-wojskowo-sądowniczego, dbający o ład i porządek w krainie miodem i mlekiem płynącej – Królestwie Aurelanu.

Brzmi to jak bajka, prawda? Bo „Zwiadowcy” właśnie tacy są. Autor powieści przedstawia nam idealny, harmonijny świat, którego spokój mieszkańców zakłócić chce Morgarath – zbuntowany baron paktujący z nieczystą siłą, wykorzystujący do swych niecnych czynów magiczno-mistyczne istoty. Główny antagonista po zebraniu silnej armii dokonuje najazdu na swojego największego wroga – króla Duncana. Utrata niepodległości zawisła nad królestwem. Rycerstwo Aurelanu murem stanęło przy boku swego monarchy, aby przezwyciężyć krnąbrnego barona i zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom ojczyzny.

Pewnie spytacie, gdzie tu bajka? W treści – odpowiem. Bohaterowie, tak jak i cały wykreowany przez Flanagana świat, są naiwni, prości, szablonowi. Zostali ujęci w schematy, aby pasowali do konwencji powieści, która przede wszystkim ma trafiać do młodego czytelnika, a przez to jest banalna i przepełniona czarno-białymi postaciami.

Jak dobrze wiemy z poprzednich tomów, atak Morgaratha został odparty. Królestwo zostało ocalone. Autor postanowił przenieść ciężar powieści w inny rejon wykreowanego przez siebie świata. Akcja „Bitwy o Skandię” toczy się na „ziemi skutej lodem”. Piraci przypominający średniowiecznych wikingów, żyjących jedynie z wypraw łupieżczych, muszą odłożyć na bok swą dotychczasową korsarską praktykę, a skoncentrować się na obronie własnego kraju. Przed nimi stanęło nie lada wyzwanie. Temudżeini zaatakowali. Czas zorganizować obronę ojczystego kraju. Aby dowiedzieć się, kto poprowadzi Skandian do boju, musicie sami przeczytać 4 część „Zwiadowców”!

Flanagan nie przyciąga czytelnika ani wykreowanym przez siebie quasiśredniowiecznym światem, ani fabułą całkowicie pozbawioną zawiłości. Mimo że „Bitwa o Skandię” jest czwartą częścią serii, nie widać rozwoju warsztatu Flanagana. Pod względem technicznym, językowym, nie ma różnicy między poszczególnymi tomami. Will na Hallasholm (t. 4), wypowiada się dokładnie w ten sam sposób, jak Will na wsi przy zamku Redmont (t.1). Ewolucja u Flanagana nie istnieje. Co gorsza, nie są widoczne próby rozróżnienia, spersonalizowania języka między postaciami występującymi w powieści, przez co jeden ze Skandian (nieokrzesany pirat, bezwzględny morderca, nieobliczalny berserker) wysławia się dokładnie tak samo, jak wykształcony zwiadowca Halt…

Perypetie głównych bohaterów też nie zdołają porwać tłumów. Chociażby dlatego, że fabuła jest przewidywalna. Autorowi brakuje umiejętności budowania klimatu, trzymania w napięciu. Tajemnica i suspens są dla niego czystą abstrakcją. A szkoda, gdyż lekkie pióro w połączeniu ze znajomością teorii konstruowania powieści, mogłoby zaowocować bardzo ciekawą mieszanką. A tak, czytelnik otrzymuje lekkie młodzieżowe lowfantasy, nie wymagające refleksji czytadło na długie i szare wieczory.

Odbiorca oczekujący od książki więcej, niż poprawności językowej, nie zaspokoi swoich czytelniczych zachcianek. „Zwiadowców” z czystym sumieniem mogę polecić młodszym miłośnikom literatury – nie koniecznie wiekiem, a na pewno doświadczeniem. „Bitwa o Skandię” to lekka, mało oryginalna lektura, w której autor, mimo chęci, nie potrafi wpleść nowych bohaterów i świeżych wątków, czyniąc z książki powieść bardziej rozbudowaną.

Reklamy

One thought on “„Bitwa o Skandię”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s