Bunt to wolność

„Starship: Bunt” jest pierwszą częścią czterotomowego cyklu o przygodach Wilsona Cole’a autorstwa Mike Resnicka – pisarza znanego w Polsce np. z „Na tropie jednorożca” czy „Na tropie wampira” wydanych przez Fabrykę Słów. Resnick pisał swoje pierwsze powieści pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia i od tamtej pory regularnie prezentuje kolejne publikacje. Przez pół wieku ukazało się ponad 200 jego dzieł!

Książki Resnicka zostały przetłumaczone na 22 języki. Znany jest w Ameryce Północnej, na Starym Kontynencie i w Krajach Dalekiego Wschodu. To również pięciokrotny laureat nagrody Hugo (nominowany 30 razy). Zdobywca prestiżowej Nebuli, wielokrotnie uhonorowany różnymi laurami krajowymi. Pisarz o dużym i docenionym dorobku, cieszący się dobrą sławą – tak najkrócej można scharakteryzować Michaela Diamonda Resnicka i jego twórczość.

„Starship: Bunt” określiłbym jako lekką i wciągającą space operę. Wilson Cole, komandor republikańskiej floty z jednej strony jest niesubordynowanym oficerem nie lubianym przez admiralicję, ale z największą liczbą wysokich prestiżowych odznaczeń państwowych za służbę wojskową, a z drugiej  – uwielbianym przez społeczeństwo bohaterem trwającej wojny z Federacją Teroni. Dowództwo ma więc nie lada problem. W obawie przed żywiołową reakcją mas nie może zdegradować narodowego ulubieńca, ale jednocześnie nie ufa mu i nie chce wysłać go na front. Na szczęście ktoś obmyślił rozwiązanie tej kłopotliwej sytuacji. Czy aby skuteczne?

Główny bohater powieści zostaje karnie przeniesiony na stary okręt wojenny ochrzczony imieniem jednego z amerykańskich prezydentów. Jak na ironię, ten prezydent w świecie rzeczywistym otrzymał pokojową Nagrodę Nobla! Stuletni „Teodor Roosevelt”, który już dawno powinien zostać wycofany z użytku, zamiast tego patroluje strefę o niskim stopniu zagrożenia. Nie przestrzeń kosmiczna, nie obca planeta, a przestarzały okręt wojskowy, pieszczotliwie nazywany przez załogę „Teddy R.”, stanie się miejscem akcji powieści.

Wielu osobom niektóre elementy powieści mogą skojarzyć się ze znanym i lubianym serialem science-fiction – Battlestar Galactica. Nie przypadkowo, ponieważ Mike Resnick i Glen Larson, współpracowali ze sobą przy produkcji serialu BSG. Powyższy duet jest także autorem książki pt. „Galactica Discovers Earth” z 1980, której fabuła została osadzona w realiach wojny ludzi z Cylonami.

Nie jest to jedyne podobieństwo do Battlestara. Resnick położył nacisk na tempo opowiadanej historii. Wartka akcja, dynamiczne opisy, a także umiejętnie wplecione rozmyślania głównego bohatera, przypominające dedukcję na miarę Sherlocka czy Colombo, dają wiele satysfakcji. Książka licząca sobie prawie 400 stron zapewni czytelnikom rozrywkę na wysokim poziomie.

Prócz dynamiki na uwagę zasługuje także opis bohaterów, ich indywidualność i wyrazistość. Nie zabraknie również miejsca na głębsze myśli, dotyczące np. wpływu społeczeństwa na władzę, czy dylematów moralnych. Marginalnie, ale jednak, zostanie też poruszony temat tolerancji – w tym wypadku traktujący o relacji między ludźmi a kosmitami. Autor ciekawie kreuje różne gatunki obcych. Daje upust swej wyobraźni, tworząc stwory co najmniej niecodzienne, oryginalne. Interesującym jest także fakt znania bądź nieznania kultury ludzkiej przez kosmitów i idące za tym konsekwencje. Choć nie są to najważniejsze elementy powieści, warto zwrócić na nie uwagę.

Przyjrzyjmy się bliżej głównemu bohaterowi. Cole to facet z jajami. Hardy, nieugięty, w pełni świadomy swoich wad, zalet i umiejętności, pewny siebie oficer z własnymi zasadami, których nigdy nie łamie. Oczywiście nie podoba się to jego zwierzchnikom, dlatego mimo nieprzeciętnych zdolności taktycznych został zesłany na obrzeża Republiki. Jednak odizolowanie Wilsona okazało się trudniejsze, niż dowództwo sądziło. Komandor Cole potrafi odkryć wrogi spisek przeciwko Republice w najmniej oczekiwanym miejscu i czasie. A gdy go znajdzie, nie zawaha się poświęcić życia, jeśli będzie taka potrzeba, aby wypełnić misję, jaką sobie wyznaczył.

Praktycznie cała załoga „Teodora Roosevelta” znajduje się w równie nieciekawej sytuacji. „Teddy R”, jako swoista placówka karna i zakład resocjalizacji w jednym, jest zbiorem różnego sortu ludzi i kosmitów, którzy w czasie swojej służby nie do końca trzymali się litery prawa. Na statku panuje całkowity brak dyscypliny. Narkotyki, pobicia, pijaństwo to dla załogi chleb powszedni. Kapitan Fujiama pogrążony w depresji nie chce trzymać swych podkomendnych w ryzach i daje im zbyt dużą swobodę. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy na wojennym okręcie ląduje główny bohater.

Nie wypada zdradzać więcej szczegółów, stąd i ta recenzja nieuchronnie zbliża się do końca. Całe szczęście, seria Starship dopiero się zaczyna, a kolejne tomy na naszym rynku ukażą się lada moment. Druga część, pt. „Starship: Pirat”, została wydana w styczniu tego roku. Jeśli będzie tak udana jak „Bunt”, to może okazać się, iż na polski rynek wkracza jedna z ciekawszych i bardziej wciągających serii w klimacie science-fiction.

Tekst pierwotnie ukazał się na serwisie Paradoks.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s