Fantastyczne seriale

W wolnych chwilach między graniem w erpegi i planszówki, między czytaniem i studiowaniem, oglądam seriale telewizyjne. Jest to jeden z mnóstwa sposobów na spędzenie wielu godzin dobrze się bawiąc. Teraz chciałbym wam polecić kilka ciekawych produkcji, które oglądałem i uważam, że warto się z nimi zapoznać. Poniższa lista składa się z 10 tytułów.

1. Battlestar Galactica

2. The Big Bang Theory

3. Heroes

4. Avatar: Last Airbender

5. Californication

6. Rzym

7. Dexter

8. Cowboy Bebop

9. Death Note

10. Firefly

BSG uwielbiam za klimat i trzymanie w napięciu. Złożona fabuła, świetne postacie, serial utrzymuje wysoki i równy poziom przez wszystkie 4 sezony. Polecam fanom science-fiction i nie tylko.

BBT - ten serial jest fantastyczny pod innym względem. Opowiada historie 4 kumpli (fizyka teoretyka, fizyka doświadczalnego, astrofizyka i inżyniera) geeków fantastyki. Super wykorzystanie stereotypów, fachowej wiedzy z dziedziny fizyki, psychologii, biologii, historii nadają niepowtarzalny klimat. Każdy odcinek naładowany jest ogromną dawką humoru. Świetny serial.

Heroes - w serialu poznajemy historię kilkunastu osób, które w sposób naturalny otrzymały ponad naturalną moc. Łączy ich przeznaczenia. Misternie skonstruowana fabuła i ukazanie ciekawych portretów psychologicznych to zdecydowanie zaleta tej produkcji. Pierwsze 2 sezony trzymają wysoki poziom, 3 niestety wypada blado w porównaniu do poprzednich.

Avatar: Last Airbender - to opowieść o trójce młodych przyjaciół, którzy chcą przeciwstawić się inwazji i okupacji jeden z 4 nacji, żyjących w ich świecie. Mnóstwo świetnego humoru, ciekawie wykreowany świat, a przede wszystkim - bohaterowie i ich przygody. Bardzo dobry serial dla relaksu. Zawiera w sobie połączenie różnych konwencji - horror, komedia, sensacja. Warto polecić.

Californication - polecam przede wszystkim ze względu na humor. Aczkolwiek fabuła też jest mocnym punktem serialu - zakręcona i wielopłaszczyznowa nadaje odpowiedni smaczek. Główną rolę gra David Duchowny.

Rzym jest najlepszym serialem kostiumowym, jaki widziałem. Opowiada o dziejach Rzymu u progu wielkich przemian społeczno-politycznych. Polecam miłośnikom historii, ale także wielbicielom seriali.

Dexter - o tym serialu nie mogę dużo powiedzieć, bo całkiem niedawno zacząłem go oglądać. Teraz tylko wspomnę, że ta produkcja zdecydowanie odbiega od innych - ma swój specyficzny klimat i ryje psyche na maksa!

Cowboy Bebop to anime, które chciałbym wam polecić. Bohaterami tej produkcji są dwaj łowcy nagród. Jak nietrudno się domyśleć, widzom przyjdzie oglądać, jak taki łowca ciężko zarabia pieniądze. Sporo humoru, ciekawe postacie, serial ma dobry klimat, a przede wszystkim - w żadnym odcinku ani przez chwilę się nudziłem.

Death Note - anime o najlepszym uczniu w Japonii, któremu marzy się stworzenie lepszego świata. Główny bohater uznaje za swoją życiową maksymę aforyzm: cel uświęca środki. W tym serialu ukazane zostały ciekawe postawy życiowe i moralne, sporo psychologii (serial może być ciekawym studium badań). Polecam.

Firefly to opowieść o kapitanie statku drobnych przemytników i jego załodze. Połączenie science-fiction i westernu. Miło się ogląda, a główną zaletą produkcji są bohaterowie - nietuzinkowe kreacje i dylematy moralne zawsze podnoszą wartość serialu. Trochę gorzej wygląda fabuła. W Stanach Zjednoczonych serial nie zdobył zbyt wielkiej popularności. Został zdjęty z ekranu przed zakończeniem pierwszej serii (nie wyprodukowano następnych). Zwieńczeniem serialu jest film pełnometrażowy Serenity. Warto poświęcić trochę czasu, ale zdecydowanie lepiej obejrzeć seriale znajdujące się powyżej Fireflay.

A wy co byście mi polecili?

Reklamy

9 thoughts on “Fantastyczne seriale

  1. Ignis pisze:

    O ile sam seriali nie oglądam, bo nawet te powszechnie uważane za najlepsze mnie nudzą, o tyle muszę pogratulować gustu jeśli idzie o wybór anime. ;) Sam Death Note’a obejrzałem dwa razy, Cowboy Bebop’a oglądam właśnie drugi. Jeśli byłbyś zainteresowany, to mogę podrzucić ci jeszcze parę innych ciekawych tytułów. ;) Ew. jak podobał ci się Bebop, to jest jeszcze pełnometrażowy film animowany Cowboy Bebop: Knockin’ on Heaven’s Door.

    Pozdrawiam,
    Mateusz

  2. sienio pisze:

    No cóż, bywa różnie, ale jeśli znajdziesz chwilę i uznasz, że jednak warto coś z tej listy zobaczyć, to Battlestar Galactica i Big Bang Theory powinny pójść na pierwszy ogień :)

    Anime oglądam stosunkowo rzadko, ale rzuć kilkoma tytułami, zawsze warto znać : ]

  3. Ignis pisze:

    Big Bang Theory widziałem kilka odcinków. Owszem, śmieszne, tym bardziej, że czasem rozumiem, co oni gadają. :D Jednak względnie przewidywalne i więcej by mi się nie chciało oglądać.
    A z anime? Jest trochę mistrzowskich dzieł, sporo świetnych, masa dobrego i oczywiście mnóstwo chały. Mimo, że to ostatnie nas nie interesuje, to wciąż reszty tego całkiem sporo. Postaram się co lepsze i różnorodne tytuły wymienić (czasem mogę lekko tytuł przekręcić). Może na początek parę pełnometrażowych.

    Mononoke Hime (eng. Mononoke Princess) – klasyka. Wspaniała baśń przesiąknięta kulturą dalekiego wschodu. Motyw walki dobra ze złem w obronie ojczyzny, ale w rozsądnym wydaniu: żadnych rechoczących, ubranych w czarne, kolczaste zbroje Złych Władców, czy pięknych i krystalicznie czystych książąt. Trochę dramatu, trochę walki, trochę morałów, wszystko co potrzebne, ale nic w nadmiarze.
    Spirited Away – klasyka vol.2, nawet stworzona przez tą samą wytwórnię. Tym razem jednak otrzymujemy miłą i lekką w odbiorze bajkę o dziewczynce zgubionej w magicznym świecie duchów. Wiele zabawnych sytuacji, czasem w tle przemyka się jakiś morał. Sporo ciekawych postaci znów w tym samym stylu – sporo dobrych, parę trochę gorszych, szalonych niszczycieli światów brak.
    The Sword of the Stranger – mało znany, a znakomity film. W odróżnieniu od powyższych, zamiast wciągać widza w epicką opowieść w fascynującym świecie, skupia się raczej na kilku postaciach. Realia, podobne do średniowiecznej Japonii, to tylko tło historii, a nie jej część. The Sword moje serce zaskarbił sobie świetnymi scenami walki, doskonałą muzyką i właśnie fabułą – zupełnie nieważną, banalną i prozaiczną, tak jak los bohaterów przypadkiem wplątanych w wir toczącej się wojny – życie.
    Ghost in the Shell – wracamy do klasyki, tym razem sci-fi. Jednostka specjalna policji zwalcza przestępczość. Takie banalne… liczy się jednak wykonanie. Animacja, muzyka i wspaniały klimat uzyskany dzięki swobodnemu szafowaniu czasem – nie jedną minutę spędzimy oglądając sceny nic nie wnoszące do fabuły, pokazujące za to realia, postacie, ciasteczka. Ciężko to opisać, trzeba samemu zobaczyć. Sprawia to jednak, że raczej tylko fanatycy obejrzą wszystkie filmy na raz (a jest ich cztery), ale raz na jakiś czas obejrzeć kolejną część to czysta przyjemność. Jest jeszcze serial, ale moim zdaniem średni.

    Hm… temat o serialach, a już tyle się rozpisałem o filmach, że zaraz będzie mi krzyczało o przekroczeniu limitu znaków. Nawet nie tknąłem „dania głównego”. Cóż, zróżnicowanie też jest dobre. Choćby dlatego, że każdy z powyższych nadaje się na nockę filmową, czego już o serialach powiedzieć nie można. Tymczasem see you space cowboy, potem jeszcze coś dopiszę. ;)

  4. Ignis pisze:

    Widzę, żeś obcykany jednak w tym temacie. Skoro znasz pozostałe, zobacz The Sword…, bo nie gorszy od innych klasyków, tylko mniej znany. ;) W takim razie przechodzę dalej. Oba wymienione przez ciebie anime, Bebop i Death Note, należą do najlepszych, jakie widziałem. Kolejne, to:

    Code Geass – powszechnie znane i lubiane. Oś fabuły dość podobna, do Death Note: zdolny chłopiec zyskuje nadnaturalną moc i dzięki niej i różnym manipulacjom stara się zdobyć władzę. Na tym kończą się podobieństwa. Anime z historią o epickim rozmachu, masa postaci, wątków, zwrotów akcji, fabuła która stale nabiera tempa, aż do najlepszego zakończenia, z jakim się spotkałem (z zakończeniami to ogólnie są problemy). Niektórych odstrasza „klasyczna” kreska – wielkie oczy i wydłużone ciała, a także spora ilość mechów. Jeśli ci to nie przeszkadza, to nie wahaj się, tylko oglądaj. Jak przeszkadza, to w sumie też obejrzyj. ;)
    Neon Genesis Evangelion – skoro jesteśmy przy mechach i sci-fi, czas wspomnieć o klasycznym klasyku. Kto choć trochę miał styczność z anime, przynajmniej słyszał o tym tytule. Postapokaliptyczna przyszłość, tajemnicze istoty zwane Aniołami nie wiedzieć czemu usiłują zniszczyć ludzkość. Są na tyle potężne, że walczyć z nimi mogą specjalnie do tego wybudowane roboty. Jako że autorzy z wielką radością wprawiają widza w konsternację, także z tymi mechami wiąże się kolejna zagadka – mogą je pilotować tylko niektóre dzieci. W miarę oglądania domyślamy się odpowiedzi na niektóre zagadki, ale żeby się nie nudzić, dostajemy nowe. Jednak nie to, moim zdaniem, jest największą zaletą NGE, ale klimat i przedstawienie postaci. Podczas gdy w innych bajkach/filmach dzieci obdarzone niezwykłymi możliwościami radośnie ruszają w świat walcząc i mordując wrogów, tak tutaj jest to przedstawione o wiele bardziej realistycznie. Spotkania ze strasznymi potworami, nienaturalne przeżycia i duża odpowiedzialność odciska widoczny ślad na psychice nastolatków. Anime godne polecenia, warte obejrzenia, wielkim mankamentem jest tylko zakończenie. Ostatnie dwa odcinki, co tu dużo mówić, są tak tandetne i dupne, że sami autorzy postarali się o następne, przedstawione w pełnometrażowym filmie… który też najlepszy nie jest. Mimo to, warto.
    Berserk – klasyka i starocia, a więc Berserk. Klimaty ala średniowieczne, młody, zdolny wojak, spotyka innego młodego, zdolnego wojaka. Czekamy jakieś 10 odcinków i zaczyna się robić na prawdę ciekawie. Trochę pałacowych intryg, trochę bitew, trochę tajemnic, trochę dobrych postaci, trochę szaleństwa. Jak tak wspominam, to ciężko opisać, dlaczego uznałem Berserka za jedno z najlepszych anime, więc nie bardzo mi wyjdzie zachęcanie do jego obejrzenia. ;) Za to nadmienię, że jest oparte na ponoć o wiele lepszej mandze i niestety urywa się, zanim nawet poznamy połowę całej historii. Jedno jest pewne, z niczym podobnym się nie spotkałem, a to już jakaś konkretna pochwała. ;)
    Hellsing OVA Ultimate – a teraz skok w bok. Totalne szaleństwo, wojna, chaos, mord, rzeź, groteska. Co by tu jeszcze napisać? Śmierć, zniszczenie, obłęd. Jak już mamy przybliżony obraz Hellsinga, przejdźmy do konkretów. Wszystko zaczyna się od poznania wampira o imieniu będącym raczej naiwnym anagramem Alucard. Żeby było ciekawie, mimo że jest super potężny, niepokonany, nieśmiertelny i co nie tylko, z sobie tylko znanych powodu wiernie służy tytułowej organizacji Hellsing, która zwalcza wampiry. Ten banał, że Alucard to przekozak, przy którym Supermen wydaje się marnym chuchrem można wybaczyć, bo jak się w miarę szybko okaże, anime opowiada o ludziach (i nie tylko), którzy starają się go zabić. I juha się leje wiadrami. Najbardziej cenię Hellsina za to, że mimo wielu scen masowego mordu udało się twórcom uniknąć popadnięcia w bezmózgą sieczkę, a utrzymać klimat szaleństwa i bezwzględności wojny, gdzie nikt nie daje pardonu i trwa walka o śmierć, nigdy o życie. Takie smaczki jak Watykański 13. oddział imienia Judasza, będący zbrojną organizacją podlegającą papieżowi, czy Letze Batalion Milenium, armia faszystowskich wampirów tylko podsycają klimat groteski i obłędu wojny. Mimo to, raz na jakiś czas zostaniemy uraczeni trafnym komentarzem czy zgrabną wypowiedzią, nad którą widz może się zastanowić. I strugi krwi. Oczywiście znajdzie się też wiele ciekawych postaci, bo wojna to nie tylko śmierć, ale też konflikt silnych charakterów. Polecam m.in. dlatego, że właśnie od tego tytułu zacząłem swoją znajomość z anime. (warte odnotowania: jest jeszcze amerykański serial animowany Hellsing, ale prócz muzyki i może kilku pierwszych odcinków nie ma w nim nic dobrego)
    Ouran Host Club – tyle, ile w poprzednim tytule krwi, tyle w tym jest różu. :) Opowiada o klubie w szkole dla miliarderów złożonym z przystojnych chłopaków, którzy za pieniądze towarzyszą znudzonym dziewczynom. Nie trzeba jednak się zrażać, bo mimo typu „romance comedy”, więcej jest z „comedy” niż „romance”. Miliony przezabawnych postaci, masa dowcipów, czasem komicznie absurdalnych i wszystko to w lekkim, przyjemnym klimacie. Świetna przerwa od tych wszystkich wojen, walk i takich tam.
    Ok, póki co muszę kończyć. Nie dlatego, że nie mam już więcej tytułów, tylko nie mam już więcej czasu. Tymczasem spadam. ;)

  5. sienio pisze:

    Berserk, Hellsing, NGE – znam, ale choć powszechnie uznane za ciekawe, to nigdy mnie nie wciągnęły :P

    Ouran Host Club oraz Code Geass nie oglądałem, także będę miał w pamięci te tytuły i w wolnych chwilach zobaczę, z czym się je te anime :]

  6. Ignis pisze:

    Jak można nie lubić Hellsinga? :( A Berserk i NGE potrzebują kilku odcinków, żeby dobrze klimat się rozkręcił, więc jeśli szybko zrezygnowałeś to spróbuj dać im drugą szansę. ;) Podobnie z Code Geass – niezły od samego początku, ale tempa nabiera z czasem (i co ciekawe, rozkręca się non stop aż do ostatniego odcinka).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s