Jak bajki pisać, czyli…

… recenzja „Czarnoksiężnika z Północy” Johna Flanagana.

„Czarnoksiężnik z Północy” jest piątą częścią cyklu „Zwiadowcy”. Autorem tego 10-cio tomowego dzieła jest australijski pisarz John Flanagan. W Polsce, jak do tej pory, ukazało się sześć części przygód Willa i jego przyjaciół (na świecie dziewięć, a część dziesiąta zostanie opublikowana w tym roku). Australijczyk, przynajmniej na razie, jest znany w Polsce wyłącznie z powyższej serii. Nie słyszałem o innych jego dziełach, a także o jego planach, ale jeśli dalej chciałby tworzyć literaturę dla dzieci i młodzieży, to wróżę mu świetlaną przyszłość.

Czytając różne teksty krytyczne poświęcone „Zwiadowcom”, ukazuje się obraz świetnej lektury dla młodszych. W poprzednich recenzjach również podkreślałem, że ta seria przeznaczona jest przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, dla młodzieży. Na ten fakt składa się kilka elementów.

Opowieść o królestwie szczęścia…

Młodego czytelnika powinny zainteresować przede wszystkim opisy i fabuła (niestety trochę banalna). Jeśli chodzi o pierwszy aspekt, autor powieści przedstawia czytelnikom świat bardzo wyrazisty i plastyczny. Informacje o Królestwie Aurelanu zaprezentowane są w najprostszym z możliwych sposobów, czyli w postaci opisu. Przez użycie formy podawczej odkrywanie uniwersum „Zwiadowców” jest sprowadzone do literalnego rozumienia użytych przez pisarza słów – a przy prostym języku i braku „trudnych wyrazów” poznawanie świata jest dziecięcą igraszką.

Jednak plastyczność wykreowanej przez pisarza rzeczywistości, w dużej mierze opierającej się na wszechobecnej dychotomii występującej w powieści, jest dużym atutem Australijczyka i jego dzieła. Obrazowość Królestwa Aurelanu wynika ze stylu autora – występuje w nim wiele metafor, porównań i niezliczona ilość epitetów. Flanagan stworzył dwa światy – światła i ciemności, i dwa rodzaje bohaterów – dobrych i złych. Poprzez jasne ukazanie dwóch postaw, a także poprzez nagradzanie dobrych i karanie złych, autor serwuje czytelnikowi dydaktyczne i moralizatorskie treści.

Przy porównaniu opisów i fabuły historia zaprezentowana w powieści wypada blado. Doświadczony czytelnik wymagający od książki „czegoś więcej” nie znajdzie „tego” w „Zwiadowcach”. Autor nie angażuje czytelnika intelektualnie, gdyż wszystko jest wyłożone jak na srebrnej tacy. W powieści niemal w ogóle nie ma rozwiniętych wątków pobocznych, a cała narracja podporządkowana jest jedynie Willowi, przez co czytając „Czarnoksiężnika…” można poczuć monotonię. Co dla mnie jest wadą, dla innych może być zaletą – tak i w tym przypadku: młodsi czytelnicy nie będą musieli dzielić swojej uwagi na jakieś niepotrzebne, nadające jedynie klimat wstawki.

Na dodatek poszczególne tytuły tomów wskazują na kluczowe elementy przedstawionych w książce zdarzeń, co jeszcze bardziej upraszcza odbiór książki. Akcja powieści jest całkowicie przewidywalna, czytelnik bez problemów może rozszyfrować działania poszczególnych bohaterów. Z powyższych powodów nie przedstawię nawet w skróconej formie fabuły, aby nie uszczuplić, i tak wg mnie znikomej, przyjemności płynącej z odkrywania kolejnych wątków.

Opowieść o wielkich bohaterach…

Wykreowane przez Flanagana postacie niewiele różnią się od tych przedstawionych w poprzednich tomach – nie widać rozwoju, co uznam za swoisty regres. Wprawdzie dla bohaterów minęło kilka lat, ale ci główni niemal wcale się nie zmienili, a jeśli już coś zostało zmodyfikowane, to są to jedynie kosmetyczne różnice. Szkoda. Zdecydowanie łatwiej sympatyzować z bohaterami powieści, którzy ewoluują wraz z kolejnymi przygodami, stają się wtedy bardziej realni i prawdziwi. Natomiast postacie przedstawione w „Zwiadowcach” są sztuczne.

Mimo tego główni bohaterowie powieści powinny zainteresować młodych czytelników – przede wszystkim postawą, hartem ducha, a także wiarą w swoje przekonania. Każda „dobra” postać ukazuje pewien wzór – Will jest wzorem zwiadowcy, Horace rycerza, a Alyss dyplomatki. Flanagan stara się pokazać czytelnikowi, że nie trzeba mieć władzy i potęgi, być królem lub wspaniałym dowódcą, aby robić wielkie rzeczy – najlepszym tego przykładem jest główny bohater i jego najbliżsi przyjaciele.

Opowieść o zbrojach, szatach i ideach

Bohaterowie i mało rozbudowane wątki fabularne są słabą stroną powieści. „Czarnoksiężnika…” zdecydowanie lepiej oceniam w kontekście formy i „zawartości”. Piąty tom „Zwiadowców”, podobnie jak pozostałe, napisany jest prostym i łatwym językiem – próżno szukać zawiłych konstrukcji składniowych czy skomplikowanych zabiegów literackich. Autor sporo miejsca poświęca opisom miejsc, osób i uczuć, aby wszystkie potencjalne wątpliwości w mig rozwiać. Oczywiście chodzi o wątpliwości, które może mieć czytelnik. Książka ma być prosta z założenia i właśnie taka jest. To zdecydowanie plus w przypadku literatury dla młodzieży, która musi być przystosowana do odbiorców.

Pod hasłem „zawartości” rozumiem pewne elementy moralizatorskie – np. decyzje bohaterów i wartości, jakie wyznają, oraz świat przedstawiony. Dobro zawsze musi zwyciężyć zło. Ten postulat jest realizowany poprzez działania bohaterów, a także przez kreację uniwersum. Jeśli ktoś jest zły, od razu o tym wiadomo – ubiera się na czarno, otacza się złymi ludźmi, jest zadziorny, łamie prawo i nie słucha się swojego zwierzchnika, a przede wszystkim – postępuje moralnie nagannie. Gdy poznajemy dobrą postać, autor zasypuje czytelnika informacjami o cnocie i ideałach, jakie posiada/wyznaje, a także o tym, jakich to pięknych i cudownych rzeczy nie dokonał.

Czytać, czy nie czytać?

„Zwiadowcy” są popularni na całym świecie. W 2008 roku Flanagan otrzymał nagrodę za książkę roku dla starszych dzieci (Australian Publishers Association’s Book of the Year for Older Children). Wcale mnie to nie dziwi. Autor dobrze realizuje założenia nurtu, w którym tworzy. Rozumie, jaką rolę gra literatura w procesie kształcenia młodzieży, i jest w tej formie konsekwentny.

Na koniec posłużę się cytatem, przytaczając słowa Ewarysta Estkowskiego, polskiego pedagoga, który już w XIX wieku podkreślał rolę literatury dla dzieci w procesie wychowawczym młodych ludzi: „Książki dla dzieci powinny być nie tylko treściwe i moralne, ale także przystępne. Gdybyśmy dziecku dźwigać kazali ciężką zbroję, wyrządzalibyśmy mu wielką krzywdę, bo nawet bydlęciu nie kładziemy na grzbiet ciężaru nad jego siły.” Właśnie taki jest „Czarnoksiężnik z Północy” – treściwy, moralny i przede wszystkim przystępny dla młodzieży.

Jeśli takiej lektury szukacie, to właśnie ją znaleźliście.

Polecam przeczytać także recenzje poprzednich części:

Ruiny Gorlanu

Płonący most

Ziemia skuta lodem

Bitwa o Skandię

Tekst został napisany dla serwisu Paradoks.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s