Afryka stoi w ogniu

W październiku zeszłego roku mieszkańcy niektórych miast europejskich wyszli na ulice, aby zaprotestować przeciwko działaniom władzy (informacje o tych wydarzeniach znajdziecie tutaj). Od pewnego czasu trwają zamieszki w kilku krajach afrykańskich – w Tunezji (grudzień), Egipcie (styczeń), Jemenie (styczeń) czy w Libii (styczeń). Przyczyny demonstracji są zgoła inne niż na Starym Kontynencie, przypomnę tylko, że u nas chodziło o cięcia socjalne i o gospodarce sensu largo, natomiast na sąsiednim kontynencie przyczyną demonstracji jest przede wszystkim niezadowolenie społeczne wynikające z reżimów i braku demokracji.

Afryka obecnie przechodzi swoją Wiosnę Ludów. Mieszkańcy bogatej Tunezji nie narzekali na dochody czy emerytury, narzekali na warunki życia i ciągły strach – podobnie, jak Polacy po 13 grudnia 1981 roku. Aresztowania były na porządku dziennym, nikt nie chciał już żyć z dnia na dzień. Impulsem do wyjścia na ulice było samospalenie się Mohameda Buazizi’ego, młodego handlarza warzywami, któremu policja zarekwirowała dobytek. W afekcie Tunezyjczycy wyszli na ulice, a władza wprowadziła do stolicy czołgi i służby porządkowe. Walki uliczne, przy użyciu gazów łzawiących i armatek wodnych, toczyły się nieustannie, a kradzieże i pobicia potęgowały napięcia społeczne. Rząd w dalszym ciągu nie reagował na postulaty obywateli, ale w końcu musiał skapitulować. Społeczeństwo obaliło  prezydenta Zin el-Abidin Ben Ali’ego (1987-2011), który zdążył wywieść z kraju ogromne bogactwa. Symbol reżimu obecnie znajduje się na terenie Arabii Saudyjskiej.

***

Z kolei egipski prezydent Mumbarak piastował swój urząd przez 23 lata, cieszył się w tym czasie dyktatorską władzą. Starał się, aby schedę po nim przejął jego syn, lecz cały czas spotykał się z oporem ze strony opozycji wewnątrzpartyjnej, która  chciała pozbawić prezydenta stanowiska. Walka o władzę widocznie zbyt zajmowała Mumbaraka, ponieważ całkowicie zapomniał o przeprowadzaniu reform w swoim państwie. Egipt, w przeciwieństwie do Tunezji, nie jest bogaty, bezrobocie jest dużo wyższe, a wykształcenie znacznie gorsze. Porównywalny był, jak dotąd, zakres wolności, a raczej jej braku. Egipt również jest (już niedługo – „był”) państwem policyjnym, gdzie aresztowania i tortury to chleb powszedni, a niezawisłe sądy realizowały program partyjny. W Egipcie władza liczy jeszcze na pokonanie swojego wroga – społeczeństwa, dlatego zablokowała dostęp do Internetu, sieci telefonicznych, a telewizja nie nadaje niewygodnych treści. Trzymam kciuki za Egipcjan, wierzę że doprowadzą rewolucję do szczęśliwego końca.

***

Zamieszki w Jemenie mają podobne podłoże. Prawie połowa mieszkańców tego kraju pracuje za mniej niż 2 dolary dziennie, a ponad 40% nie ma w ogóle pracy. Na domiar złego brakuje wody pitnej, a strach potęguje widmo Al-kaidy, która stanowi w Jemenie realne zagrożenie. Ali Abdullah Saleh jest prezydentem od ponad 30 lat, ale przez ten czas nie potrafił dokonać odpowiednich reform. Najgłośniej protestują studenci, którzy nie widzą przyszłości dla siebie, ale do poważnych starć z policją lub wojskiem jeszcze nie doszło. Wszyscy liczą, że uda się pokojowo zażegnać ten konflikt.

***

Zgoła inna sytuacja jest w Libanie. Najib Mikati, kandydat Hezbollahu, przejął w połowie stycznia br. władzę w państwie – został premierem. Znaczna część społeczeństwa nie uznała wyboru nowego szefa rządu, traktując to jako przejęcie Libanu przez Persów. Zwolennicy byłego premiera, Saada Hariri, wyszli na ulice Trypolisu, aby zamanifestować swoje niezadowolenie. Obecna władza, jak to często bywa w takich sytuacjach, wysłała na protestujących czołgi. Jak zakończą się protesty w Libanie? Sytuacja jest dość skomplikowana – Saada Hariri liczy na pomoc Stanów Zjednoczonych, które uważają Hezbollah za organizację terrorystyczną, a także ONZ, którego wojska stacjonują na terenie Libanu. Natomiast radykalni islamiści wierzą w moc Allaha i muzułmańskie kałasznikowy.

***

Afrykańska rewolucja może pogorszyć sytuację Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej. Północna Afryka od zawsze była terenem walki o wpływy Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch czy w późniejszym okresie także Niemiec. Obecnie to zainteresowanie spada, głównie dlatego, że przez długie lata rosło znaczenie ONZ-tu i NATO jako międzypaństwowych arbitrów. Stany Zjednoczone również są żywo zainteresowane sytuacją w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, ponieważ nadal aspirują do miana superpaństwa i uważają się za obrońców demokracji. Rewolucja na Czarnym Lądzie może przerodzić się w większy konflikt, choć mam nadzieję, że tak się nie stanie.

Bardzo możliwe, że wszystkie opisane przeze mnie kraje poradzą sobie bez interwencji zachodnich mocarstw, natomiast jeżeli NATO lub same Stany, zdecydują się „pomóc w wprowadzaniu demokracji” – w końcu zebrali już sporo doświadczenia w Iraku – sytuacja ulegnie pogorszeniu. Niestety nie liczę na ostrą interwencję UE, które zazwyczaj zachowuje stoicki spokój i swoje działania ogranicza do wysyłania not dyplomatycznych i pomocy turystom, a przez to kolejny raz udowodni, że nie jest w stanie działać jako jeden organizm państwowy. Każdy konflikt powinien być przyczynkiem do prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej, a także ukazywać Wspólnotę jako federację państw mówiących jednym głosem. Silna Unia, to aktywna Unia. Obecna Unia jest jak cień – każdy go widzi, ale i tak nie przynosi żadnego pożytku.

Reklamy

Kilka newsów oraz nowa galeria: Kraków

W związku z sesją egzaminacyjną nie mam za wiele czasu na blogowanie, ale i tak w wolnej chwili razem z Beatą przygotowaliśmy naszą nową, wspólną galerię. Zapraszam do zapoznania się z tymi fotkami: Kraków.

Poza zdjęciami chciałbym się pochwalić jeszcze kilkoma rzeczami. Całkiem niedawno, bo kilka dni temu, obchodziliśmy z Beatą naszą pierwszą rocznicę zaręczyn, a także drugą rocznicę związku. Z tej okazji mój Skarbek przygotował dla mnie prezentację/filmik pt. Pierwsza rocznica zaręczyn. Serdecznie zapraszam do obejrzenia:

Kolejną rzeczą, którą chciałbym się z wami podzielić, to moje wyniki w nauce i praca na studiach. Jak na razie sesja idzie mi całkiem dobrze i mam nadzieję, że tak zostanie. Ostatnio intensywnie pracowałem nad swoją grą i już widać rezultaty. Na przełomie lutego i marca ujawnię kilka szczegółów dotyczących mojej magisterki.

Pod koniec zeszłego roku Polter zorganizował konkurs na recenzję. Nie chwaląc się wcale, powiem w tajemnicy, że zająłem 3 miejsce – mogło być lepiej, ale od czegoś trzeba zacząć. Recenzja jest aktualnie na etapie korekty i zostanie opublikowana gdzieś kiedyś w lutym. To będzie mój pierwszy tekst na Polterze.

Tradycyjnie, wspomnę także o podcastach. Niestety nie mam za wiele czasu na nagrywanie filmów, ale gdy tylko skończę sesję, nagram od razu dwa: jeden będzie poświęcony powieści Grzędowicza pt. Pan Lodowego Ogrodu, drugi natomiast będzie o Genesis. Olśnienie Paula Andersona.

Na razie tyle! Zapraszam do zapoznania się z galerią: Kraków.

Mgła – komentarz do filmu

W związku z dużą popularnością filmu dokumentalnego pt. Mgła, chciałbym dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji o dziele Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej. Postaram się nie oceniać jakości tego dokumentu, a zamiast tego powiem czy warto traktować go poważnie, a jeśli tak/nie, to dlaczego. Chciałbym też zwrócić wam uwagę na pewne założenia, które przyświecały autorkom Mgły.

Analizę Mgły rozpocznę od omówienia tytułu. Przede wszystkim tytuł możemy odbierać dosłownie, wtedy oznacza on zjawisko atmosferyczne i jednocześnie jedną z kilku przyczyn katastrofy smoleńskiej. Natomiast odczytując ten tytuł bardziej metaforycznie, to oznaczać on niepewność i „tajemniczość” w działaniach polskiego rządu dotyczących spraw związanych ze śledztwem. Kto choć trochę czytał/słuchał na ten temat wie, ile wątpliwości i dyskusji budzi też śledztwo smoleńskie prowadzone przez stronę rosyjską.

Film składa się z fragmentów wywiadów z byłymi pracownikami Kancelarii Prezydenckiej ś.p. Lecha Kaczyńskiego (wywiadów udzielili: Andrzej Duda, Adam Kwiatkowski, Jakub Opara, Jacek Sasin, Marcin Wierzchowski, Paweł Zołoteńki).  Współpracownicy Kaczyńskiego świetnie orientują się w problematyce relacji na linii Prezydent – Rząd, a także Kaczyński – media, dlatego wybór właśnie tych postaci jest słuszny. Wybrani  przez autorki dokumentu byli pracownicy Kancelarii nie mają siły przebicia w mediach, przez co nie dopuszcza się do publicznej dyskusji ich racji, co wg mnie stanowi sytuację patologiczną. Dzięki Mgle mają oni szansę zaistnieć w publicznej świadomości i stać się stroną, a nie przedmiotem publicznego dyskursu na temat wizyty Kaczyńskiego w Katyniu i katastrofy smoleńskiej.

Autorki postanowiły dopuścić do głosu polityków tylko z jednej opcji – to zarówno może być zarzut do filmu, jak i jego plus. Dla mnie to zrozumiałe działanie, bo widz wiedząc o tym, ma stuprocentową pewność, z jakiej perspektywy są opisywane wydarzenia związane z wizytą Kaczyńskiego w Katyniu. Gdyby dodać głosy „drugiej strony”, wtedy przekaz nie byłby tak wyrazisty, a mniej wyrobiony odbiorca mógłby go uznać za „bardziej obiektywny”. Widz, chcąc nie chcąc, byłby zmuszony „wybrać” jedną z dwóch lub trzech wersji, a to wcale nie oznacza, że wybrałby wersję „prawdziwą”.

Mgła ma budowę chronologiczną. Byli współpracownicy Lecha Kaczyńskiego najpierw opowiadają o planach wizyty w Katyniu, a także o reakcjach polskich instytucji, a następnie o atmosferze panującej wokół tej podróży. Następnie mówią o samej katastrofie, o zamieszaniu jakie wtedy powstało, a także o tym, jak pewne osoby potrafiły się w tej sytuacji odnaleźć. Jeśli ktoś nie śledził na bieżąco doniesień prasowych o działaniach polskich służb, a także informacji o postawach najwyższych w państwie polskim urzędników, może być zdziwiony lub nawet zszokowany, postawą kilku osób.

Warto jeszcze zwrócić uwagę, że w dokumencie pracownicy Kancelarii opowiadają o wizycie w Katyniu, a potem o samej katastrofie, na różnych płaszczyznach. Omówiona została rola mediów w kształtowaniu obrazu wizyty prezydenckiej, a następnie samej katastrofy, a także pochówku pary prezydenckiej na Wawelu.

Kilka osób, z którymi miałem przyjemność dyskutować o Mgle nie chciało nawet zacząć oglądać tego dokumentu mówiąc, że nie będą oglądały kolejnej propisowskiej propagandy. Takie podejście nie wróży nic dobrego – otwartość na postawy innych osób i tolerancja wobec nich zawsze jest mile widziana. Natomiast we Mgle nie ma tej propagandy, której niektórzy się obawiali. Relacje świadków są prawdziwe  i nie ulegają dyskusji (można oczywiście zakwestionować prawdomówność współpracowników Kaczyńskiego, lecz taką metodą można podważyć każdą wypowiedź będącą subiektywną opinią), ich komentarzy jest stosunkowo mało, większość to wspomnienia z tamtego tragicznego wydarzenia. Z częścią z nich można polemizować, i nawet trzeba – jeśli ktoś nie wierzy w ich słowa, lecz nie można ich bagatelizować.

Jeśli ktoś obawia się, że w dokumencie dowie się dlaczego rządowy Tupolew spadł z hukiem na ziemię i pozna winnych tej katastrofy, to swobodnie może obejrzeć Mgłę. W filmie nie poruszono tego wątku, nie analizowano sprawności technicznej samolotu, wykształcenia i umiejętności pilotów, a także możliwości zamachu ze strony rosyjskiej. We Mgle znalazły się fakty dotyczące doświadczeń  uczestników opowiadanych zdarzeń, czasem ich prywatna ocena postaw innych osób, ale nie narzuca się tam teorii związanych z przyczynami katastrofy.

Zdecydowanymi zaletami Mgły są:

  • fakty,
  • jednostronność,
  • chronologiczność,
  • wielopłaszczyznowość.

Warto zapoznać się z tym dokumentem. Dla części osób, tych którzy interesowali się katastrofą smoleńską i jej okolicznościami, nie będzie to nic nowego – wszystkie te informacje przewijały się już, lecz z różną siłą przebicia. Jeśli natomiast ktoś stronił od tego tematu, to Mgła jest dobrym dokumentem, ponieważ w skondensowanej formie, bardzo przystępnej z resztą, podane są najważniejsze informacje dotyczące okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku oraz kilku wydarzeń, które tuż po niej nastąpiły.

Jeszcze raz zapraszam do zapoznania się z dokumentem Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej, a także do przeczytania wywiadu z Lichocką.

Tron: Dziedzictwo

Produkcja Josepha Kosińskiego była zarazem nudna i ciekawa. Przynudzała fabuła, która miała trzecio- albo nawet czwartorzędne znaczenie, lecz interesujące były efekty specjalne. Tron: Dziedzictwo miał pokazać kolejne możliwości technologii 3D – na tym polu film odniósł sukces. Estetycznie obraz był na wysokim poziomie – wykreowany cyber świat, stroje, a także  głębia 3D dawały radę, podobnie jak muzyka Duft Punk, która stworzyła niesamowity klimat.

Nowa produkcja Disneya cieszy oko i ucho, lecz na tym kończą się zalety Tronu. Humoru niemal wcale nie było, gry aktorskiej na wysokim poziomie również, a zamiast szybkiego tempa otrzymujemy długie sceny rozważań pseudofilozoficznych i historii Sieci – jak na film akcji to zdecydowanie za mało. Jeśli wam się nudzi, albo macie za dużo kasy, to warto pójść na Tron: Dziedzictwo do kina, w innym przypadku odradzam.

„Mgła” – film dokumentalny o katastrofie smoleńskiej

Pierwszy polski film o katastrofie w Smoleńsku.
Reżyseria: Maria Dłużewska, Joanna Lichocka.
Scenariusz i realizacja: Ryszard Jaworski, Włodzimierz Resiak.

W filmie przedstawiono współpracowników ś.p. Lecha Kaczyńskiego, którzy przybliżyli atmosferę panującą wokół wizyty ówczesnego Prezydenta RP w Katyniu. „Mgła” to czteroczęściowy dokument dostępny na YouTube. Pierwsza część poniżej.

Zapraszam do zapoznania się z moim komentarzem do filmu MGŁA.

Nowa galeria: Sylwester 2010

Stary Rok pożegnałem razem z Beatą na rynku w Krakowie. Nasza czterodniowa wycieczka do dawnej stolicy Polski okazała się strzałem w dziesiątkę – strasznie nam się podobało. Zwiedziliśmy mnóstwo miejsc, byliśmy m.in. na Wawelu (na Zamku i w Katedrze), w Sukiennicach, w Bazylice Mariackiej, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego na sztuce pt. O rozkoszy czy w kościele na Skałce. Odkryliśmy także kilka świetnych knajpek, np. gruzińską restaurację na ul. Grodzkiej (ceny przystępne, a talerz wypełniony po brzegi), a także U Babci Maliny na ul. Szpitalnej – trochę drogo, ale bardzo klimatycznie dzięki muzyce na żywo (pianino).

Sylwestrowa zabawa upłynęła pod znakiem Canona i szampana. Najpierw zrobiliśmy sesję zdjęciową, a później wybraliśmy się na rynek, aby przy zaproszonych gwiazdach (Kelis oraz R.I.O) świetnie się bawić się do rana i hucznie przywitać Nowy Rok. Było ekstra!

Ostatni dzień roku to oczywiście nie jedyna okazja do fotograficznego wyżywania się, bo będąc w tak uroczym miejscu robiliśmy mnóstwo zdjęć – wyselekcjonowaliśmy materiał na 4 galerie. Pierwszą z nich zaprezentuję już teraz, natomiast kolejne będę publikował na bieżąco. Zapraszam do zapoznania się z galerią SYLWESTER.