Służba Zwycięstwu Polski

Dziś obchodzimy 72. rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego. W historiografii przyjęto, że początkiem Polski Podziemnej jest 27 września 1939 r., a dokładnie decyzja generała Juliusza Rómmla o powołaniu do życia konspiracyjnej organizacji Służba Zwycięstwu Polski (SZP), której dowódcą został generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz. Gen. Rómmel otrzymał od Naczelnego Wodza (gen. Edward Rydz-Śmigły) pełnomocnictwa, na mocy których wydał rozkaz ger. Tokarzwskiemu-Karaszewiczowi:

Dane mi przez Naczelnego Wodza w porozumieniu z Rządem pełnomocnictwo dowodzenia w wojnie z najazdem na całym obszarze Państwa, przekazuję gen. bryg. Michałowi Tadeuszowi Tokarzewskiemu-Karaszewiczowi z zadaniem prowadzenia dalszej walki o utrzymanie niepodległości i calości granic. – J. Rómmel, gen. dyw.
— „AK w dokumentach 1939-1945”, t1, str 2; SBN 950134805, Gryf Printers Ltd., London,1970

SZP była pierwszą tajną organizacją założoną odgórnie, jej uformowanie wynikało z decyzji ówczesnych władz polskich. Równolegle do SZP działały jeszcze inne konspiracyjne grupy, jednak nie miały one tak wielkiego zasięgu czy poparcia rządzących. Do takich organizacji należało między innymi: „Ojczyzna” ks. Józefa Prądzyńskiego, Tajna Organizacja Wojskowa „Gryf Kaszubski”, Organizacja Orła Białego, Pogotowie Obywatelskie, Komenda Obrońców Polski, Polska Niepodległa czy Tajna Armia Polska. W latach 1939/1940 działało ponad 150 struktur konspiracyjnych, a przez całą II wojnę światową było ich ok. 300.

Służba Zwycięstwu Polski nie działała zbyt długo, a jej poczynania były często blokowane przez następcę Rydza-Śmigłego na stanowisku Naczelnego Wodza – gen. Władysława Sikorskiego, który obawiał się piłsudczyków w strukturach SZP i zbyt silnej organizacji działającej na terenie okupowanej Rzeczpospolitej. Sikorski był przekonany, że Alianci szybko pokonają III Rzeszę, dlatego nie chciał mieć konkurencyjnych ośrodków pretendujących do dzierżenia władzy w wolnej Polsce.

Tokarzewski dynamicznie przystąpił do tworzenia SZP. Współpracował między innymi ze Stefanem Starzyńskim, Maciejem Ratajem, a także innymi liderami przedwojennych stronnictw opozycyjnych. Działalność Służby Zwycięstwa Polski została zakończona 13 listopada, gdy na mocy decyzji gen. Sikorskiego, premiera Rządu na Uchodźstwie, została przekształcona w Związek Walki Zbrojnej, którego komendantem został gen. Kazimierz Sosnkowski. ZWZ miało siedzibę w Paryżu, jednak pod koniec czerwca 1940 r. zdecydowano przenieść kwaterę główną do Warszawy, a nowym komendantem został gen. Stefan Rowecki.

Na zakończenie tego wpisu zachęcam do obejrzenia pierwszego odcinka polskiego serialu poświęconego Polsce Podziemnej:

Reklamy

Sztuka dyskusji a wybory

Polak często uważa się jednocześnie za polityka, historyka, a bardzo często także i za lekarza. Chciałbym to mówić z dumą, jednak nie zawsze jest to powód do radości. Przede wszystkim dlatego, że znaczna część naszych rodaków jest głęboko przekonana, że wie o historii, polityce czy medycynie tak wiele, żeby wypowiadać się w danej dziedzinie bardzo autorytatywnie. Samo w sobie to jeszcze nie jest problemem. Ta sytuacja staje się kłopotliwa wtedy, gdy emocje biorą górę nad rozsądkiem, a zwykła dyskusja przemienia się w walkę, podczas której nie liczą się rzeczowe argumenty, a sukcesem nie jest przedstawienie faktów – nazwijmy je: obiektywnych faktów – a udowodnienie komuś, że się myli.

Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że interlokutorzy rzadko decydują się na zmianę swojego zdania w trakcie lub po zakończeniu sporu. To może świadczyć o co najmniej o kilku sprawach, na przykład o tym, że argumenty strony przeciwnej nie były do końca przekonujące albo jedna ze stron uznaje zmianę swojej opinii za „przegraną” i ze względu na „honor” trwa przy swoich tezach.

Jeśli spór jest na poziomie, argumenty merytoryczne i rzeczowe, a rozmówcy podchodzą do siebie z szacunkiem, wtedy każdy uczestnik takiej dyskusji jest zwycięzcą. Nawet wtedy, jeśli nie przekona on swoich dyskutantów do wyznawanych racji. W moim odczuciu najważniejsze w rozmowie jest to, aby poznać argumenty „drugiej strony”, wysłuchać ją, tolerować jej opinię i nie narzucać własnej. Oczywiście można się nawzajem przekonywać, udowadniać, że jedno jest lepsze od drugiego, lecz ani przez moment nie można zapomnieć, że najważniejszy w tym wszystkim jest drugi człowiek i zaakceptowanie jego poglądów. Każdy ma prawo do własnego zdania. O tym bardzo często zapominają ludzie dyskutując o polityce.

Przed wyborami pojawia się w Sieci wiele filmików o tym, że warto wziąć w nich udział. Wedle wielu „ekspertów”, polityków i celebrytów wysoka frekwencja świadczy o obywatelskim zaangażowaniu. W pewnym stopniu tak, ale czy osoba, która raz na cztery lata spełni swój obywatelski obowiązek jest już członkiem społeczeństwa obywatelskiego? Według mnie jeszcze nie. Na taki status składa się znacznie większa ilość elementów. Lecz nie o tym chciałbym pisać, a o wyborach.

Zachęcam wszystkich do podjęcia rozważnej decyzji, aby nie tylko skorzystać z przysługującego nam prawa, ale aby zrobić to świadomie i z przekonaniem.

Co należy zrobić 9 października? Bez względu jaka będzie odpowiedź na to pytanie, pamiętajmy, aby decyzję podjąć wcześniej, a nasz głos faktycznie ma znaczenie i nie musimy rezygnować z głosowania na „swojego” kandydata, aby uniemożliwić innemu rządy czy wejście do parlamentu. Sednem demokracji powinno być wybieranie tego, kogo się wspiera, a nie głosowanie przeciw komuś.

Dlatego jeśli nie śledzicie na bieżąco sceny politycznej, nie macie sprecyzowanych poglądów na przykład na gospodarkę czy politykę zagraniczną – zastanówcie się, czy w ogóle warto iść na wybory. Ulegnę modzie generalizacji i powiem, że przeciętny obywatel nie wie zbyt dużo o polityce, gospodarce, prawie, podatkach, sytuacji międzynarodowej, Unii Europejskiej czy NATO, jest manipulowny przez media – z różnych stron sceny politycznej.

Podkreślę, że warto iść na wybory, ale jeśli jest się pewnym swoich poglądów, jeśli podchodzi się do informacji zamieszczonych w mediach krytycznie, jeśli decyzję podjęło się samodzielnie.

Poniżej dodaję dwa odcinki programu Matura to bzdura poświęcone polityce oraz film Johna Stossela.

72. rocznica wybuchu wojny polsko-niemieckiej

72 lata temu II Rzeczpospolita została zaatakowana przez III Rzeszę. 1 września 1939 r. rozpoczął się zmasowany atak żołnierzy niemieckich na oddziały polskie. 3 dni później, czyli 3 IX, wojnę Niemcom wypowiedziały Wielka Brytania i Francja, a sam konflikt nabrał międzynarodowej wagi. Niestety nie doszło do zbrojnej interwencji naszych zachodnich sojuszników. 17 IX na terytorium Rzeczpospolitej wkroczyła Armia Czerwona Związku Radzieckiego, co ostatecznie przesądziło o wyniku polskiej wojny obronnej.

W czasie II wojny światowej nastąpiła eksterminacja elity polskiego społeczeństwa – intelektualistów, ziemian, przedsiębiorców, oficerów Wojska Polskiego, urzędników, duchownych. Wymordowanie inteligencji doprowadziło do załamania się ciągłości intelektualno – kulturowej II Rzeczpospolitej. Po zakończeniu tego konfliktu niestety nie została ona odbudowana.

Nie będę jednak przypominał smutnej i przygnębiającej historii września 39. roku. Zamiast tego przedstawię świetną animację Platige Image w reż. Michała Dziekana pt. TRIBUTE TO STEFAN STARZYŃSKI – 39/89 Zrozumieć Polskę

Chwała Bohaterom!

Zapraszam także do obejrzenia wrocławskiego koncertu L.U.C-a (Łukasza Rostkowskiego) poświęconego pamięci tragicznej historii lat 1939-1989.  To 50-cio lecie jest dla mnie najsmutniejszym i zarazem najgorszym okresem w tysiącletnich dziejach naszego państwa. Polska była wtedy pod pozorem wolności uprzedmiotowiona, dokumentnie niszczona, panował permanentny kryzys gospodarczy, a wolność była jedynie na papierze. Musimy pamiętać o tamtych latach, aby w przyszłości nie popełnić tego samego błędu i ponownie stać się strefą wpływów Związku Radzieckiego.