Mój rower – czy życie zawsze musi być popieprzone?

Mój rower to nowy film Piotra Trzaskalskiego – dramat obyczajowy opowiadający perypetie jednej rodziny. Jego głównymi bohaterami są przedstawiciele trzech pokoleń: dziadek i ojciec, czyli Włodzimierz Starnawski (Michał Urbaniak), syn i ojciec – Paweł Starnawski (Artur Żmijewski) oraz syn i wnuk – Maciek Starnawski (Krzysztof Chodorowski).

MojRower

Włodek jest emerytowanym muzykiem grającym pod kotleta. Nie zdobył sławy, pieniędzy ani prestiżu, ale robił to, co lubił i był szczęśliwy. Niestety jego żona Barbara i syn Paweł nie byli tak zadowoleni z niego, jak on sam z siebie. Włodka poznajemy w chwili, gdy opuszcza go żona. Czara goryczy przelała się i uciekła od niego i jego alkoholowego nałogu. Zrozpaczony, stary i schorowany mężczyzna sprowadza do domu swojego syna i wnuka. Oni mieli pomóc mu stanąć na nogi.

Paweł jest światowej klasy wirtuozem gry na fortepianie, mieszka i pracuje w Berlinie. Jednocześnie kocha i nienawidzi swojego ojca. Przyjechał do Łodzi, aby odnaleźć matkę i kazać jej wrócić. Wykazuje całkowity brak empatii, szacunku, jest pochłonięty tylko swoją karierą. Cham i buc jakich mało. Po trupach do celu. Nie potrafi dogadać się ani ze swoim ojcem ani ze swoim synem.

Maciek przyleciał do Łodzi z Londynu, gdzie mieszka ze swoją matką. Do swojego ojca czuje obrzydzenie. Świetnie dogaduje się z dziadkiem, który staje się dla niego kimś bliskim. Typowy przedstawiciel młodego pokolenia przesiąkniętego nowoczesną technologią – swojego smartphone’a ma zawsze w kieszeni, służy mu do wysyłania sms-ów, robienia zdjęć i słuchania muzyki.

Mój rower to film o poszukiwaniu drogi do szczęścia. Każdy z bohaterów występujących w tej produkcji znajduje się na innej ścieżce, inaczej myśli o przyszłości, inaczej wspomina przeszłość. Jednak łączy ich jeden cel – chcą uzyskać spokój ducha. Jak to zrobić? W filmie nie uzyskujemy jednoznacznej odpowiedzi, uzyskujemy natomiast pewność, że da się to szczęście osiągnąć.

Film Trzaskalskiego to bardzo dobra produkcja – jak na dramat akcja jest bardzo wartka, a obrazy dynamiczne. Film ma szybkie tempo, ale są też oczywiście momenty spokojne, dzięki czemu film nie jest jednostajny i nie nuży. Efekty potęguje muzyka i klimat – świat przedstawiony w filmie jest spowity ciemnymi chmurami, przez które przenikają snopy światła – oczy głównych bohaterów są skierowane właśnie na nie.

MojRower2

Bardzo dobrze zagrali Artur Żmijewski i Michał Urbaniak. Żmijewski zaprezentował się jako wielki snob, twardziej, zimny drań – dokładnie tak sobie wyobrażam zachowanie syna nienawidzącego swojego ojca, ale czującego społeczne wymagania zaopiekowania się rodzicielem. Przemiana Pawła (A. Żmijewski), która dokonała się w trakcie filmu była bardzo powolna, stopniowa – postać dojrzewała do pogodzenia się z ojcem, przebaczenia mu i pokochania go na nowo. Rola w Moim rowerze to jedna z lepszych kreacji Żmijewskiego.

Michał Urbaniak zagrał Włodka – dziadka zmęczonego życiem, niedołężnego, zobojętniałego, kłamce i alkoholika. Z założenia nie mogła to być postać tak dynamiczna jak postać grana przez Żmijewskiego, dlatego między Włodkiem (ojcem Pawła) a Pawłem występowała duża różnica charakteru, co nadawało pazura ich relacjom. Opieszałość, niechęć, a może nawet prokrastynacja Włodka były bardzo autentyczne.

Najmłodszy z pierwszoplanowych aktorów, czyli Krzysiek Chodorowski też zagrał dobrze, ale został przyćmiony przez swoich starszych kolegów po fachu. Jeśli jego kariera będzie rozwijała się prawidłowo, to w przyszłości jest szansa na branżowy sukces.

Piotr Trzaskalski wykonał kawał bardzo dobrej roboty. Ta produkcja to jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat. Bardzo dobrze wpisuje się w nurt polskich dramatów obyczajowych – jest mocny, wyrazisty, poruszający. Warto poznać Mój rower.

Reklamy

Atlas chmur – komentarz

Gdy zobaczyłem trailer tego filmu wiedziałem, że chcę na niego pójść. Poszedłem. Produkcja okazała się bardzo ciekawa. Wielowątkowa fabuła, barwne światy i postacie. Wszystko to splecione na dziesiątki sposobów na różnych płaszczyznach.

Gra aktorska całkiem spoko – warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że główni aktorzy odgrywali różne role (np. Tom Hanks wcielił się w aż 6 postaci: Dr. Henry’ego Goose’a, kierownika hotelu, Isaaca Sachsa, Dermota Hogginsa, aktora grającego Cavendisha oraz Zachariasza), więc nie mieli prostego zadania, a wyszli z niego obronną ręką.

Film długi i wciągający, choć nie do końca mogłem zgodzić się z jego przekazem – ale to dyskusyjna sprawa.

Generalnie: polecam!

Królewna Śnieżka i Łowca – krótki komentarz

Filmy inspirowane czymś tak znanym, jak baśń braci Grimm o Królewnie Śnieżce, już z założenia mają postawioną poprzeczkę bardzo wysoko. Odwołania do kultury popularnej wręcz skazują takie produkcje na oryginalność, nowatorskie podejście, modyfikowanie znanych wcześniej przygód bohaterów.  To z jednej strony dobrze – bo jest szansa na powołanie do życia czegoś niesamowitego, ale z drugiej strony – czy początkujący reżyser Rupert Sanders ma na tyle talentu i umiejętności, żeby wykrzesać z powszechnie znanej legendy coś nowego?

Królewna Śnieżka i Łowca to film bardzo estetyczny. Urzekające krajobrazy, fenomenalne detale, a także powszechnie znane potwory ukazane w oryginalny sposób. Stwory z Mrocznego Lasu, demony, a także kostiumy – te elementy zasługują na pochwałę. Plastyczność tej produkcji jest jej największą zaletą.

Film ogląda się z dobrze, nawet mimo średniej gry aktorskiej. Najsłabiej wypadła odtwórczyni głównej roli – Kristen Stewart. Śnieżka miała być niewinna i delikatna, i owszem, Stewart właśnie tak przedstawiła Królewnę… nie byłby to problem, gdyby nie to, że ta postać okazała się mdła. Znacznie lepiej wypadła antagonistka Śnieżki – Charlize Theron, wcielająca się w rolę złej macochy. Obie panie stoczyły pojedynek na miny – w ich przypadku to właśnie mimika była kluczowa. Z tego starcia zwycięsko wyszła Theron. [BTW: Theron jest znacznie ładniejsza niż Stewart!]

Ciekawą postacią był Łowca grany przez Chrisa Hemswortha, którego mogliśmy ostatnio obejrzeć w filmie Avengers. W prawdzie nie była to rola życia Hemswortha, jednak trzymał równy, w miarę wysoki poziom przez cały film. Łowca jest typową postacią ewoluującą – na początku filmu był zupełnie inny niż pod jego koniec. Metamorfoza Łowcy była oczywista i chyba nikogo nie zaskoczyła. Bardziej zaskakujące okazała się rasa krasnoludów, których oczywiście nie mogło zabraknąć. Karły kiedyś cieszyły się estymą i uznaniem, dziś ledwo wiążą koniec z końcem, są mizerni i upodleni. Tak jak cały świat przedstawiony w filmie.

Królewna Śnieżka i Łowca to produkcja przeciętna, której raczej bym nie polecił. Filmu nie ratują nawet walory estetyczne, oryginalne motywy i zmiany w baśni wprowadzone przez Sandersa. Obrazu nie podnoszą z kolan również Charlize Theron oraz Chris Hemsworth, ani tym bardziej Kristen Stewart, która nie poradziła sobie z rolą. Niestety nawet grupka krasnoludów nie utrzymała ciężaru, jakie na nie spadł mimochodem. A szkoda.

Nowy sezon Gry o Tron – stary klimat

Właśnie dziś polscy widzowie mieli okazję obejrzeć pierwszy odcinek nowego sezonu Gry o Tron pt. Północ pamięta. Na ten dzień czekało wielu miłośników sagi Martina oraz jej ekranizacji. Czy warto było czekać?

Pierwszy odcinek ma charakter pilotowy – ponownie wprowadza widza w burzliwe dzieje Westeros, zarysowuje aktualną sytuację głównych bohaterów, przypomina najważniejsze wątki z ich przeszłości, po części przedstawia także ich plany na przyszłość. Dzięki temu, mimo kilkumiesięcznej przerwy między sezonami, nie sposób zgubić się i stracić wątek. W związku z taką konstrukcją tego odcinka stosunkowo mało czasu poświęcono konkretnym, znanym już bohaterom. Dodatkowo autorzy serialu wprowadzili kilku nowych – Stannisa Baratheona i Mellisandrę, Mance’a Rydera – Króla za Murem czy Balona Greyjoya. Dwie ostatnie postacie zostały jedynie wspomniane, a widz nie znający książki dowie się tyle, że istnieją, ale bez trudu może się domyślić, że w znaczący sposób wywrą wpływ na dalsze losy Westeros.

Północ pamięta nie można ocenić inaczej niż pozytywnie. Aktorzy odgrywają swoje role na wysokim poziomie – w tym odcinku bardzo dobrze zagrał Jack Gleeson (Joffrey Baratheon), który przyćmił swoją serialową matkę – Cersei (Lena Headey). Porządnie zagrali również Richard Madden (Robb Stark) oraz Peter Dinklage (Tyrion Lannister). Inni aktorzy niestety nie mieli zbyt wiele czasu, aby popisać się i wywrzeć mocniejszy wpływ na widza, ale na pewno zdążą to uczynić w kolejnych odsłonach serialu.

Kilka scen z pierwszego odcinka zasługuje na wspomnienie. Bardzo klimatycznie, z elementem grozy, przedstawiono rozmowę Robba z uwięzionym Królobójcą. Świetny dialog i „rola” Szarego Wichru – wilkora Króla Północy. Odmienną stylistykę zastosowano w domu Crastera – tam skontrastowano mocny, dziki charakter gospodarza z honorem i cywilizacją reprezentowaną przez Lorda Dowódcę z Nocnej Straży. Ta scena również należy do jednej z lepszych. Najmocniejszą chyba sceną była kłótnia między Cersei a Joffreyem, które pokazują proces kształtowania się relacji między młodym królem a królową regentką. Monarcha względem swej matki, którą zna dość dobrze i raczej się jej nie obawia, pokazuje pazury, co zaowocuje ciekawymi konfliktami między tą dwójką. Gleeson (Joffrey) świetnie zagrał i zdecydowanie bardziej przyciągnął uwagę widza niż Headey (Cersei). Przed Gleesonem postawiono ciężkie wyzwanie – w tym sezonie zobaczymy jak kształtuje się charakter młodego Baratheona. Czy młody aktor sprosta temu zadaniu?

Podsumowując pierwszy odcinek – kawał naprawdę dobrej roboty. Po tak długim czasie oczekiwania widz otrzymał wszystko, czego można było się spodziewać. Walka na śmierć i życie – była. Świetne dialogi – były. Nowi bohaterowie – byli. Mglista zapowiedź przyszłych wydarzeń – była. Klimatyczna muzyka – była. Oby kolejne odcinki utrzymały poziom Północ pamięta, a drugi sezon Gry o Tron będzie lepszy niż pierwszy.

O Kocie w Butach

Ostatnia część przygód zielonego ogra nie przyniosła spodziewanych, dużych zysków. Prawdopodobnie brak finansowego sukcesu był jedną z ważniejszych przyczyn rozpoczęcia prac nad nową animacją, której głównym bohaterem stał się znany łowca nagród – i jednocześnie przyjaciel Shreka – Kot w Butach.

Specjaliści z DreamWorks przedstawili bardzo ciekawą  komedię korespondującą z wieloma tekstami kultury. W przypadku Shreka i Kota w Butach intertekstualność jest wpisana w ich naturę, a przygody rudego kocura są nią wypełnione aż do przesytu – już na samym początku Kot umieszczony w wiklinowym koszu trafia do San Ricardo niczym Mojżesz do Egiptu. Nawiązywanie do innych bajek – magicznych fasolek oraz filmowych pierwowzorów – Kobiety Kot w przypadku Kitty Softpaws, a także kreowanie Kota na super bohatera podobnego do Zorro i Batmana (wyjęty spod prawa obrońca sprawiedliwości), to zabiegi ciekawe, nadające świetny klimat produkcji.

Kot w Butach to postać wielopłaszczyznowa. Został wykreowany na  wyśmienitego szermierza, kochanka, bawidamka, przyjaciela i słodkiego kociaka. Jest również wyrafinowany i nietuzinkowy jak typowy sierściuch. Jego kotowatość zawsze wyjdzie na jaw – pije mleko czy goni za zajączkami (refleksjami świetlnymi). W połączeniu tych cech dostrzegam największą zaletę Kota, dzięki takiej konstrukcji można poruszyć wątki poważne, można by nawet rzecz – egzystencjalne, oraz tematy lekkie, infantylne czy typowo humorystyczne. Do Puszka pasuje w sumie wszystko. To połączenie przyczyniło się do takiej popularności Chupakabry, bo między innymi takie imię przylgnęło do niego, i dało impuls do nakręcenia filmu o kocie ze szpadą i w kapeluszu.

Pod względem audiowizualnym film stoi na bardzo wysokim poziomie – co z resztą chyba nikogo nie dziwi. Ciekawe krajobrazy i scenerie, operowanie pewną stereotypową wizją miejsc – więzienie, karczma, oraz osób – Komendant, Humpty Dumpty, sprawia, że widz otrzymuje to, czego się spodziewa w danej chwili. Czarny bohater to typowy schwarz charakter, a od postaci pozytywnych od razu czuć, że są autentyczne w swojej „dobroci”. Do zalet produkcji trzeba też dodać dopasowaną muzykę współgrającą z obrazem, potęgującą odpowiedni klimat – wszystko to sprawia, że Kota w Butach ogląda się z przyjemnością. Kolejnym plusem jest fakt, że została stworzona w technologii 3D – jak przystało na każdą kasową animację.

W mojej ocenie Kot w Butach na pewno nie jest lepszy od pierwszej i drugiej części Shreka, jednak sklasyfikuję tę produkcję całkiem wysoko na liście moich ulubionych animacji. To naprawdę niezły film i dobry sposób na odpoczynek.

O fabule opowiem jedynie tyle, że główny bohater spotyka na swej drodze swojego największego wroga, a kiedyś najlepszego przyjaciela. Kot staje przed wyborem, czy wybaczyć znajomemu z dawnych lat i mu pomóc, czy odejść w swoją stronę. Jaką decyzję podjął rudy sierściuch? Tego nie zdradzę, obejrzyjcie film sami!

Avatar: The Legend of Korra

Avatar: The Last Airbender jest jednym z najciekawszych i najfajniejszych seriali animowanych, jakie miałem okazję oglądać. Wg mnie tę produkcję spokojnie można porównać np. do Samuraja Jacka, jednego z najlepszych seriali poprzedniej dekady. W Avatarze występuje wszystko, co powinna mieć dobra produkcja – wartka akcja, dużo humoru, świetnie wykreowane postacie czy niebanalna fabuła. W moim odczuciu Avatar bije na głowę wiele „poważnych” seriali animowanych, w tym także Wojnę Klonów. Dlatego ucieszyłem się, że Nickelodeon w tym roku zamierza wyemitować kolejny serial osadzony w świecie Avatara.

W niedalekiej przyszłości, ale bliżej nieokreślonej przez autorów filmu, ma ukazać się Avatar: The Legend of Korra. Akcja tego serialu będzie toczyć się siedemdziesiąt lat po wielkiej wojnie z Ognistą Nacją. Na ichniejszej ziemi panuje już pokój, a wszystkie cztery nacje zostały zjednoczone przez Aanga i Zuko, którzy powołali do życia nowe państwo – Zjednoczoną Republikę.

Na razie wiadomo, że serial będzie liczył dwa sezony, w sumie 26 odcinków. Jednak już teraz producenci zapowiedzieli, że fabuła drugiego sezonu nie zostanie zakończona, dając tym samym możliwość stworzenia kolejnych serii. Za scenariusz Legend Korry odpowiadają twórcy pierwszego serialu ze świata Avatara, dlatego można oczekiwać równie udanego produktu, jak The Last Airbender.

Z niecierpliwością oczekuję premiery Avatar: The Legend of Korra, ale póki co zostaje mi jedynie powolne odliczanie upływających dni i oglądanie materiałów związanych z tym serialem. Dlatego teraz polecam obejrzeć oficjalny trailer Legend Korry:

Jeśli ktoś nie zna Avatar: The Last Airbender to zachęcam do obejrzenia. Naprawdę dobra produkcja.

Prawdziwa historia Nucky’ego, czyli drugi sezon Zakazanego Imperium

W ostatnim odcinku pierwszego sezonu dowiedzieliśmy się, że James Darmody, jego ojciec – nazywany Komandorem, oraz brat Nucky’ego – Eli, planują pozbawić Enocha Thompsona władzy w Atlantic City. Cała trójka czuje się zapomniana i marginalizowana przez skarbnika hrabstwa, co godzi w ich ambicje. Dlatego Komandor, emerytowany przedsiębiorca, polityk i gangster, kładący podwaliny pod budowę miasta, przedstawia Jamesowi i Eli’owi plan, jak wyeliminować Nucky’ego. Właśnie to jest tematem przewodnim drugiego sezonu. W skrócie i uproszczeniu – widzimy, jak konkurencyjne sitwy walczą ze sobą o swój status w AC.

Z kolei gangsterzy z Nowego Jorku oraz Chicago bacznie obserwują ten konflikt, usiłując ugrać dla siebie jak najwięcej, a niektórzy z nich – intensywnie się w niego angażują. Jeszcze mocniej niż w pierwszym sezonie uwidacznia się różnica między „starą” a „nową” mafią. Nowe struktury są brutalne, nie boją się rozlewu krwi, a wręcz do niego dążą, uważając, że zamordowanie przeciwnika to najlepsza strategia.

Kontynuowane i rozbudowane zostały wątki fabularne głównych bohaterów, a także kilku innych co ciekawszych postaci – Margaret Schroeder, Komandora, Richarda Harrowa, Angeli czy Nelsona van Aldena. Dodatkowo narracja przebiega nie dwutorowo, jak w pierwszym sezonie, lecz co najmniej trzytorowo. Najważniejsze wątki dotyczą Nucky’ego, Jimmy’ego oraz agentów federalnych. Oczywiście są ze sobą mocno powiązane, ale prezentowane są problemowo, nie chronologicznie.

W drugim sezonie nie wprowadzono zbyt wielu nowych postaci, jednak ich jakość i oryginalność rekompensują ten element. Wśród nich najciekawszym wydał mi się Manny Horvitz (grany przez Williama Forsythe’a), gangster żydowskiego pochodzenia, działający w Filadelfii. Z resztą – przy zawiłych perypetiach już znanych bohaterów, wcale nie odczuwałem braku nowych.

Zakazane Imperium to serial oparty na książce Nelsona Johnsona pt. Boardwalk Empire. Jej autor jest prawnikiem, historykiem i pisarzem w jednej osobie. Scenariusz oparty został na trzech rozdziałach tej powieści. Pierwszy z nich to: The Birth (w wolnym tłumaczeniu: Narodziny), drugi: High Times (Najwyższy Czas), trzeci: Corruption of Atlantic City (Korupcja w Atlantic City). Nie znam pierwowzoru, więc nie mogę ocenić jak wykreowano głównych bohaterów na kartach książki, za to więcej mogę powiedzieć o Enochu Lewisie „Nucky’m” Johnsonie, którego historia stała się inspiracją dla Nelsona Johnsona. W Boardwalk Empire występują jeszcze inne postacie posiadające swój historyczny pierwowzór, są to między innymi Louis „Komandor” Kaestner inspirowany Louisem „Komandorem” Kuehnle; senator Walter E. Edge oraz burmistrz Atlantic City Edward L. Bader – w przypadku dwóch ostatnich nawet nie zmieniono imion i nazwisk, prawdopodobnie dlatego, że to postacie czwartoplanowe.

Nucky to postać autentyczna. Urodził się 20 stycznia 1883 r., zmarł z powodów naturalnych 9 grudnia 1968, dożywając prawie 86 lat. Od 1910 r. przez ponad 30 lat stał na czele „political machine”, czyli nieoficjalnej struktury trzymającej władzę – w tym wypadku w Atlantic City oraz w stanie New Jersey. Machina polityczna to coś w rodzaju mafii, jednak to określenie nie ma tak pejoratywnego wartościowania, choć istnieje mnóstwo podobieństw. W obu przypadkach występuje jeden szef, działają nieustannie (nie doraźnie), posługują się nie zawsze legalnymi sposobami na osiągnięcie swoich celów (np. łapówki, zastraszanie, pobicia). Najważniejszą różnicą jest to, że w przypadku machiny politycznej, jej działacze zajmują wysokie stanowiska, w przeciwieństwie do gangsterów, którzy wolą pozostać w kuluarach i nie ujawniać się.

Najprościej zobrazuję to na podstawie Zakazanego Imperium. Nucky jest skarbnikiem hrabstwa, jego brat Eli – szeryfem, burmistrz Atlantic City to Edward Bader, później Jim Neary, także należący do machiny. Pod przykrywką legalnie działających interesów załatwiają swoje brudne sprawki, nie obawiając się, że dosięgnie ich wymiar sprawiedliwości, a tym bardziej lokalne organy ścigania.

Machiny polityczne przez długi czas legalnie działały w Stanach Zjednoczonych. Akcja wymierzona w ich szefów, to temat na oddzielny wpis, bo ta historia wydaje się dość interesująca. Przekładając to pojęcie na rodzimy grunt, wydaje mi się, że najtrafniejszym porównaniem będzie porównanie do systemu klientelizmu szlacheckiego, który opierał się na podobnych zależnościach, np. na osobistych i finansowych zobowiązaniach wobec głowy rodu. Aczkolwiek sam nie wiem, czy dzisiejsze układy polityczne nie są w same w sobie dobrym porównaniem.

Historia Enocha Johnsona była jedynie inspiracją dla autora książki i twórców serialu, dlatego w wielu miejscach losy Nucky’ego mogą być rozbieżne z informacjami o amerykańskim polityku i aferzyście. Autentyczny Enoch w 1941 r. został skazany na 10 lat więzienia i karę 20 tys. dolarów grzywny za oszustwa podatkowe. Schedę po nim przejął wtedy Frank S. Farley. Po wyjściu z więzienia Nucky nie wrócił już do aktywnej działalności politycznej, ani gangsterskiej. Natomiast jeszcze nie wiemy, jak potoczą się losy serialowego Enocha, ponieważ akcja drugiego sezonu dzieje się jeszcze w latach 20.

Louis Kuehnle (w serialu: Louis „Komandor” Kaestner) był przedsiębiorcą i wizjonerem. Chciał uczynić Atlantic City największą metropolią w Stanach. Konsekwentnie dążył do tego, realizując swoją politykę z sukcesami. Jednak nie zawsze legalnie – np. płacił za głosy w wyborach, a od zatrudnionych urzędników pobierał haracz w wysokości ok. 5-7% ich wypłat. Między innymi dlatego nowo wybrany gubernator Woodrow Wilson, późniejszy prezydent USA, doprowadził Komandora przed sąd. Wtedy za sfałszowanie wyborów otrzymał 6 miesięcy pozbawienia wolności (w serialu 5 lat). Wówczas na scenę wkroczył Nucky i przejął władzę po skompromitowanym Louisie.

Enoch Johnson bardzo szybko stał się lubianym i docenianym szefem machiny. Uzyskał duże poparcie zarówno wśród bliskich współpracowników, a także zwykłych, szarych obywateli Atlantic City. Był wyznacznikiem stylu – zawsze nienagannie ubrany, w drogich garniturach, w niebieskiej limuzynie oraz z kwiatkiem w butonierce. Wszystkie te motywy zostały dokładnie odwzorowane w Zakazanym Imperium.

Jeszcze o wielu innych smaczkach z życia Enocha Johnsona można by napisać i porównać je z wersją serialową, chociażby o życiu osobistym Nucky’ego, jednak zamiast tego, po prostu zachęcę do obejrzenia Zakazanego Imperium. Drugi sezon tego wyśmienitego serialu trzyma co najmniej ten sam poziom, co pierwszy. Na pewno jest ostrzejszy, bardziej brutalny – a to dlatego, że skupiono się na działaniach „młodych wilków”, ale nie zabrakło epizodów o zupełnie innym charakterze.

Jednocześnie nagromadzenie wielu ekscytujących wątków, nieprzewidzianych zwrotów akcji, a także dobrej gry aktorskiej, niesamowitej muzyki, przyczyniają się do wysokiej oceny Boardwalk Empire. Konstrukcja poszczególnych odcinków jest wg mnie wzorem do naśladowania. W każdym z nich ilość poszczególnych scen – rodzinnych, akcji, dramatycznych, została odpowiednio zbalansowana. Dzięki temu, każdy prawie 60-cio minutowy seans Zakazanego Imperium to uczta dla uszu i oczu. Zaś ostatnie 5 minut odcinka niemal zawsze robi na mnie piorunujące wrażenie i powoduje chęć obejrzenia kolejnego.

W mojej hierarchii, to jeden z najlepszych seriali w ogóle.

Kolejny, czyli trzeci sezon i prawdopodobnie ostatni, zostanie wyemitowany dopiero jesienią 2012 roku.

Zobacz także:

Hazard, przemyt i burdele, czyli Zakazane Imperium

recenzja pierwszego sezonu