W walce o wolność – Ryszard Kukliński

26 lat temu, czyli 23 maja 1986 roku, komunistyczny Sąd Wojskowy w Polsce Ludowej skazał na karę śmierci płk. Ryszarda Kuklińskiego, oficera Ludowego Wojska Polskiego oskarżonego o współpracę z CIA. Kuklińskiemu udowodniono szpiegostwo i przekazywanie tajnych informacji Amerykanom.

W rocznicę tego wydarzenia chciałbym przypomnieć o Kuklińskim, jednym z bohaterów walki z systemem komunistycznym w Polsce. Dlatego zachęcam do obejrzenia wykładu przygotowanego przez Józefa Szaniawskiego, politologa, historyka, sowietologa, dziennikarza i jednocześnie pełnomocnika Kuklińskiego w walce o odzyskanie dobrego imienia po upadku socjalizmu.

Reklamy

Kolejki w PRL…

Wpis dedykuję wszystkim osobom, które uważają, że w czasach komunizmu w Polsce żyło się lepiej, niż obecnie…

Dzicz i chamstwo, walka o chleb (dosłownie!), były standardem w dobie komunizmu. Wiele osób już dziś zapomniało, jak ich życie wyglądało 30 czy 40 lat temu. Jednak są materiały dokumentujące sytuację społeczno-gospodarczą Polski Ludowej, ukazujące permanentny kryzys, brak towarów na rynku i całkowicie niezaspokojony popyt.

Ze względu na klimat tamtych dni czy absurd sytuacji – te tematy stały się wyjątkowo dobrym tematem na skecze. Poniżej chciałbym zaprezentować jeden autentyczny materiał archiwalny dotyczący kolejek, a następnie kilkuminutowy występ Kabaretu Dudek, który może wydawać się dość abstrakcyjny – szczególnie wtedy, gdy ktoś nie wie, że taka sytuacja faktycznie miała miejsce…

Polityka historyczna w Polsce

Początkowo wpis chciałem okrasić tytułem „Polska polityka historyczna”, jednak doszedłem do wniosku, że takie sformułowanie jest zupełnie nieadekwatne do stanu faktycznego. Wydaje mi się, że w Polsce nie ma jednej dominującej siły, która narzuca taką, a nie inną politykę historyczną. Oczywiście można wyróżnić główne nurty propagowane przez różne instytucje — wśród których na pewno jest władza ustawodawcza, a także władze samorządowe — jednak żadna z nich nie zdobyła, w sposób naturalny, a nie administracyjny, znaczącej przewagi nad innymi. Dlatego zamiast opisywać działania konkretnych organizacji, przedstawię kilka ogólnych spostrzeżeń związanych z tym tematem.

Realizacja polityki historycznej odbywa się na kilku płaszczyznach, jedną z nich jest szkoła. Dzieci i młodzież od początku swojej edukacji są karmione różnymi frazesami, a w dalszym procesie edukacji ugruntowują wyrobione wcześniej przekonania. Dość wyraźnym przykładem obecnej polityki historycznej jest promowanie Unii Europejskiej (od razu zaznaczę, że podawane przeze mnie spostrzeżenia nie mają charakteru wartościującego). Po 2004 roku w podręcznikach do wiedzy o społeczeństwie Unia Europejska stała się jednym z ważniejszych tematów. Stosunkowo mało informacji jest natomiast o Grupie Wyszehradzkiej, Trójkącie Weimarskim, Inicjatywie Środkowoeuropejskiej czy chociażby Radzie Państw Morza Bałtyckiego.

W ramach polityki historycznej ograniczana jest ilość godzin historii w szkole. Ze swoich lat szkolnych pamiętam, że na żadnym etapie edukacji nie udało nam się dojść do okresu po II wojnie światowej. Zazwyczaj kończyliśmy mniej więcej na dwudziestoleciu międzywojennym. Dlaczego ważniejsze było poznać formowanie się państwa Mieszka I, a nie formowanie się PKWN-u albo wolnej Polski po 1989? System edukacji kładzie nacisk na historię dalszą, niemającą niemal żadnego znaczenia na czasy obecne, zaś zapomina o dostarczeniu informacji aktualnych i mających realny wpływ na obecną sytuację geopolityczną. Niestety WOS nie nadrabia tych braków, gdyż koncentruje się na czymś zupełnie innym. Przeniesienie punktu ciężkości z nauczania dziejów Piastów i Jagiellonów na historię XX wieku przyniosłoby więcej praktycznych korzyści, niż nauka o początkach państwa polskiego. Pozbawianie wiedzy aktualnie przydatnej, przekładającej się również na świadomość historyczną młodych ludzi, podważa fundament wspólnoty narodowej.

Kolejną, chyba najważniejszą sferą oddziaływania na świadomość historyczną ludzi, są media. Nie od dziś funkcjonuje powiedzenie, że „media czwartą władzą”, a także że „media kłamią”. Większość osób potrafi powtórzyć te frazesy, jednak obawiam się, że jedynie część zastanowiła się nad nimi i w konsekwencji krytycznie przygląda się doniesieniom radia czy telewizji.

Przykładem niech będą tegoroczne: Marsz Niepodległości i kontrmanifestacja zorganizowana przez Porozumienie 11 listopada. We wszystkich stacjach telewizyjnych ukazano chuliganów i agresywnie zachowujących się demonstrantów. Niektóre stacje postawiły znak równości między kibolami a uczestnikami Marszu Niepodległości oraz między kontrmanifestantami a lewakami.

Oba te przekazy są niepełne, pokazujące jedynie wycinek wszystkich wydarzeń. 11 listopada w Warszawie zatrzymano tylko ponad 200 osób za demolowanie i rozróby, przy czym tę liczbę mniej więcej równo należy podzielić, ponieważ zatrzymano osoby z obu stron sporu. Na samym Marszu, w zależności od osób i instytucji wyliczających, było od 20 do ponad 90 tys. ludzi. [źródła: strona organizatorów, blog Romualda Szeremietiewa]. Uczestnicy przygotowali ogromne flagi, śpiewali patriotyczne pieśni, a wielu z nich przyszło całymi rodzinami, aby celebrować najważniejsze święto państwowe w RP. Tych obrazów nie pokazała żadna telewizja, informacje o tym można było czerpać przede wszystkim z portali społecznościowych i filmów z YouTube.

Nie mam natomiast informacji ile osób wzięło udział w wiecu i kontrmanifestacji, jednak jestem pewien, że zdecydowaną większość miała pokojowe zamiary i nie demolowała i nie biegała z pałkami teleskopowymi po ulicach Warszawy.

Odmienną kwestią jest fakt, że największe i opiniotwórcze media lansowały hasło jednej strony – Porozumienia 11 listopada. Ich głównym sloganem było tradycyjne wręcz: „Faszyzm nie przejdzie”. Jednak tylko nieliczni dziennikarze i publicyści stanęli w obronie organizatorów Marszu Niepodległości, wyjaśniając, że faszyzm nie jest adekwatnym pojęciem i nie należy łączyć go z Marszem. Dużo gorszą rzeczą, przynajmniej takie odniosłem wrażenie, było bardzo neutralne podejście mediów do grup anarchistów z Niemiec. (W moich odczuciu anarchiści, z fundamentalnych powodów, stanowią duże większe niebezpieczeństwo, niż faszyści.) Przyzwalanie na tego typu demagogie i powielanie nieprawdziwych informacji jest bardzo niepokojące, może też prowadzić do wielu nieporozumień, a także jest sprzeczne z etyką dziennikarską.

Powyżej opisałem przykład, którym chciałbym dowieść, że pewne grupy społeczne, i to wcale nie małe, są spychane na margines, a ich potrzeby i pozytywne działania bagatelizowane (negatywne opinie i przyczepione łatki zaś hiperbolizowane). Dla mnie jest to jawny przykład polityki historycznej, polegający na chęci obrzydzenia pewnej idei. W tym przypadku idei narodowej z Romanem Dmowskim jako jej symbolem i próbowaniu totalnego stłamszenia jednej odmiany patriotyzmu przy jednoczesnym zachwalaniu „nowego patriotyzmu” i nowego „modelu Polaka”. Media powinny zachować neutralność, jednak dyskurs publiczny wypełniony jest skrajnościami i ciągle podsyca napiętą atmosferę.

Ostatnią płaszczyzną, do której nawiążę, są nazwy ulic, pomniki, popiersia, obeliski upamiętniające wydarzenia i tym podobne architektoniczne spuścizny po czasach słusznie minionych. Swój przykład oprę o naszą stolicę, w której zatrważająco dużo jest takich pozostałości. Fakt ten nazwę paradoksem dekomunizacji.

Ów paradoks polega na tym, że mimo przeprowadzenia dekomunizacji, czyli między innymi usunięcia z przestrzeni publicznej znaków komunistycznych, nazw ulic, czy odsunięcia od sprawowania wysokich urzędów państwowych ludzi związanych z władzą ludową, wiele symboli, nie wspominając o osobach, pozostało na swoich miejscach.

Pierwszym przykładem niech będzie pomnik gen. Zygmunta Berlinga przy ul. Wał Miedzeszyński na Saskiej Kępie w Warszawie. Berling jest bardzo kontrowersyjną postacią. Podczas I wojny światowej służył w Legionach, po wojnie w niepodległym Wojsku Polskim, w którym uzyskał rangę podpułkownika. Jeszcze w trakcie II WŚ Berling zaczął współpracować z Armią Czerwoną, dowodził nawet nieformalną grupą wysokich oficerów, którzy zdecydowali się oddać w dyspozycję Moskwy. W 1941 w tajemnicy dobrowolnie poprzysiągł wierność Związkowi Radzieckiemu, przeszedł szereg szkoleń, a następnie na polecenie Stalina dołączył do armii gen. Andersa, a tam zajmował się szpiegostwem na rzecz ZSRR. W skutek działań i postawy Berlinga w 1943 r., po jego dezercji i ucieczce do Związku Radzieckiego, sąd wojskowy skazał go na śmierć. Nie będę przytaczał dalszej historii Berlinga, to temat na oddzielny wpis.

Czy ideowy komunista, walczący u boku Armii Czerwonej, zasługuje w wolnej i niepodległej Polsce na pomnik?

Jedną z głównych ulic Warszawy jest Aleja Armii Ludowej. AL było wojskiem zorganizowanym przez polskich i sowieckich komunistów, którzy z założenia mieli bardziej pomóc Armii Czerwonej, niż Armii Krajowej. Dowódcą AL był gen. Michał Rola-Żymierski, między innymi Naczelny Dowódca Wojska Polskiego i minister obrony narodowej (1945–1949) i przewodniczący Państwowej Komisji Bezpieczeństwa, Marszałek Polski, członek Prezydium Krajowej Rady Narodowej. Jak widać po wojnie zajmował on najwyższe stanowiska w nowej Polsce.

Armia Ludowa zajmowała się przede wszystkim sabotażem aprowizacji niemieckich, stoczyła też szereg bitew z Niemcami, jednak nie były to ani wielkie, ani znaczące starcia. Udział AL w powstaniu warszawskim był znikomy, przede wszystkim dlatego, że Moskwa zabroniła jej wziąć udział w tej insurekcji.

Na potwierdzenie faktu, że AL wcale nie sprzyjała Rzeczpospolitej, powrócę do 2007 roku, kiedy głośno było o nowelizacji prawa kombatanckiego. Tę nowelizację przygotowały Instytut Pamięci Narodowej oraz Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Na jej mocy żołnierze Armii Ludowej oraz Gwardii Ludowej mieli zostać wyjęci spod prawa kombatanckiego, ponieważ uznano, że działania obu organizacji były wymierzone w suwerenność, niepodległość i integralność Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak to się stało, że nazwa tak haniebnej formacji przetrwała proces dekomunizacji i pozostała nazwą dla jednej z głównych ulic w stolicy?

Najbardziej zniesmaczony jestem faktem, że w jednym z najładniejszych parków w stolicy, a dokładnie w Parku Skaryszewskim im. I. J. Paderewskiego, stoi Pomnik Żołnierzy Radzieckich, upamiętniający 26 sołdatów poległych we wrześniu 1944 r. Na wmurowanej w monument tablicy został umieszczony napis:

Wieczna chwała
bohaterom
Armii Czerwonej
poległym w walkach
o wyzwolenie
stolicy Polski
Warszawy

Udział Armii Czerwonej w wyzwalaniu Warszawy jest nikły – ZSRR nie popierało powstania warszawskiego. Konsekwencje „pomocy” Związku Radzieckiego okazały się katastrofalne dla Polski. Po wycofaniu się Niemców Rosjanie zajęli stolicę i rozpoczęli własną okupację, nie oddali jej w ręce Polaków. Warto też przypomnieć, że Związek Radziecki 17 września 1939 r. dokonał agresji na Polskę, która zaowocowała bardzo długą okupacją i wieloma represjami. Dodatkowo wiedząc, jaki cele i nakazy miały komunistyczne służby działające na terenie RP, a potem PRL (Armia Czerwona, NKWD, UB, SB, ogólnie cały aparat represyjny kontrolowany przez Związek Radziecki), jak można było pozostawić taki pomnik?

Takich i podobnych przykładów można mnożyć. Wiele z nich nie budzi już kontrowersji, a mieszkańcy miast z pewnością przyzwyczaili się do widoku pomników czy nazw ulic działaczy zasłużonych dla PRL-u. Godząc się na nie, wykazujemy się także pewną postawą – obojętnością względem naszej przeszłości. Świadomość krzywd, jakie spadły na Polaków z rąk Niemców i Rosjan, nie powinna zostać wyparta. Przeszłość kształtuje przyszłość, nie znając jej, tracimy część narodowego dziedzictwa.

O przedpremierowych recenzjach „Bitwy Warszawskiej” w reż. J. Hoffmanna

Dwa dni temu przez YouTube został udostępniony drugi zwiastun nowego filmu Jerzego Hoffmanna pt. 1920 Bitwa Warszawska 3D. Trailer rozpoczął lawinę negatywnych komentarzy dotyczących tej produkcji. Przyznam szczerze, że nie wiem do końca dlaczego. Rozumiem, że zapowiedź nie zrobiła furory, ale absolutnie nie widzę powodów, aby wyrażać się aż tak źle o całym obrazie, który jeszcze nie powstał.

Pierwszorzędną, wręcz – tytułową zaletą filmu jest temat – bitwa warszawska z 1920 r. to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii XX wieku, nie tylko Rzeczpospolitej, ale także tego regionu Europy. Przypomnę, jeśli ktoś zapomniał, że Wojsko Polskie powstrzymało Armię Czerwoną przed inwazją i obroniło kraj i Zachodnią Europę przed komunizmem. Gdyby ta bitwa okazała się klęską, nie wiadomo jak potoczyłyby się losy naszego państwa. Dlatego patos, jeśli faktycznie wystąpi, będzie dokładnie tam, gdzie powinien być. Dlaczego mielibyśmy nie chwalić się tak ważnym zwycięstwem? Patos, heroizm – w przypadku Breaveheartu (reż. Mel Gibson) czy Pearl Harbor (reż. Michael Bay) jest dopuszczalny, dlaczego więc w przypadku Bitwy Warszawskiej miało by go zabraknąć?

Dziwią mnie również oceny gry aktorskiej. Czy po trzyminutowym zwiastunie można jednoznacznie orzec o talencie aktorskim lub jego braku? Z takimi opiniami poczekałbym do 30 września, kiedy rozpocznie się emisja filmu. Hoffmann skompletował świetną obsadę – D. Olbrychski, B. Linda, B. Szyc, A. Domagarow, a także Natasza Urbańska będą ozdobą tej produkcji. Największą zaś gwiazdą ma szansę stać się wyśmienita artystka estradowa. Jak do tej pory Urbańska grała w filmach tylko role epizodyczne i mało znaczące, widz mógł ją za to poznać z desek teatrów i popularnych programów rozrywkowych. Zarówno w Teatrze Buffo jak i w innych sztukach Natasza zbiera mnóstwo pozytywnych recenzji, dlaczego więc ktoś zakłada, że w pełnometrażowym filmie zagra „drętwo”? W mojej ocenie trudniej jest być dobrą aktorką w teatrze niż w filmie, gdzie jedną scenę można wielokrotnie powtarzać.

Czekam z niecierpliwością na 30 września, czyli na dzień premiery Bitwy Warszawskiej. Czy Hoffmannowi uda się stworzyć ucztę dla oczu i serca? To się jeszcze okaże. Z pewnością film opowiada historię ważną dla naszej narodowej tożsamości, o autentycznych dramatach i poświęceniach, o ludziach, którzy musieli zmierzyć się z widmem komunizmu, poświęcić się dla dobra Ojczyzny, porzucić rodzinny dom ze świadomością, że już nigdy mogą do niego nie wrócić. W czasach, gdy patriotyzm wywołuje negatywne konotacje, powinno być więcej takich produkcji, aby podnieść samoocenę Polaków i zatraconą dumę narodową, aby pokazać jedność i siłę w obliczu zewnętrznego wroga.

Zapraszam do zapoznania się z tekstem:
Z wiarą na bagnety – recenzja „Bitwy Warszawskiej 1920.

Kres demokracji?

Dziś na TVP Kultura oglądałem film dokumentalny pt. Lekcja białoruskiego. Autorem obrazu jest Mirosław Dembiński, znany z takich dzieł jak Mój mały EverestPomarańczowa Alternatywa czy Krasnoludki jadą na Ukrainę. Dembiński wielokrotnie podejmował już tematy polityczne, natomiast w oglądanym przeze mnie dokumencie, bohaterami stali się młodzi Białorusini, którzy protestowali w Mińsku w związku z sfałszowanymi wyborami prezydenckimi w 2006 r.

O zeszłorocznych wyborach na Białorusi pisałem w grudniu, teraz zaś nie chcę komentować sytuacji u naszych wschodnich sąsiadów, ale raczej zastanowić się nad obecnym stanem demokracji w Polsce i Europie.

Od dłuższego czasu w Europie nie jest najlepiej. Bankrutują kolejne państwa – Grecja, Portugalia, Irlandia, Hiszpania. Na ulice największych metropolii wielokrotnie już wychodzili młodzi ludzie, którzy protestowali przeciwko polityce gospodarczej swoich państw. Pisałem o tym w notce Europa stoi w ogniu. Całkiem niedawno do grona państw, gdzie nasilają się protesty, dołączyli nasi południowi sąsiedzi – Czesi. Tylko nieliczne państwa mogą poszczycić się wzrostem gospodarczym, większość dopiero „planuje” wyjść z recesji. Sytuacja w Unii Europejskiej też nie napawa optymizmem. Coraz częściej mówi się o kryzysie wspólnej waluty, o odnowieniu granic (odejście od układu z Schengen), kolejnych podatkach czy kontroli Internetu. Czy tam ma wyglądać wolny świat na początku nowego milenium?

Polska na tym tle wcale nie wypada lepiej. Niby jest wzrost gospodarczy, ale ludziom wcale nie żyje się dobrze – nie liczę oczywiście sitw i urzędników, gdyż te grupy zawsze trzymały się mocno. Obywatel ma coraz mniej praw – wolność słowa jest zagrożona, co świetnie obrazuje ostanie działanie ABW przeciwko Robertowi Fryczowi, właścicielowi strony AntyKomor.pl, czy metody wykorzystywane przeciwko walce z chuligaństwem stadionowym, które moim zdaniem przemienia się w walkę z kibicami w ogóle i kampanię przedwyborczą. Dodatkowo Polacy są najbardziej inwigilowanym krajem w UE – co raczej nie powinno być powodem do dumy. Działania Policji i Straży Miejskiej czasami zaprzeczają idei, zgodnie z którą powinni działać i zamiast bronić obywateli, stają się powoli aparatem represyjnym. Wojsko Polskie już nie istnieje, a jedyne wartościowe oddziały znajdują się poza granicami RP. Reforma wprowadzająca zawodową armię została przeprowadzona w pośpiechu, bez należytych przygotowań, przez co wartość bojowa armii jest nikła. Dodatkowo niedawno nad naszymi głowami latał samolot szpiegowski z emblematami Związku Radzieckiego – a tylko przypomnę, że Układ Warszawski już nie obowiązuje.

Powyższe sprawy wyciszane są przez mainstreamowe media, przez co znaczna część społeczeństwa nie jest tego świadoma. Co gorsza, funkcjonuje już prasa drugiego obiegu – dokładnie jak w PRL. Natomiast sam Tusk i jego metody często są porównywane do okresu słusznie minionego. Czy faktycznie mają tak wiele cech wspólnych, aby porównywać obie te władze?

Sytuacja w Polsce nie wygląda różowo, w Europie z resztą też. Czy jesienne wybory do parlemetu mogą coś zmienić? „Coś” mogą, lecz nie wiem, czy na polskiej scenie politycznej znajdzie się grupka odważnych osób, która gruntownie zreformuje państwo. Dobrym przykładem są Węgry pod rządami Viktora Orbána, który w duchu narodowym przeprowadza w państwie niezbędne zmiany.

Z okazji nadchodzącego Dnia Matki (26 V) życzę wszystkim matkom, obecnym i przyszłym, aby Polska też miała swojego Viktora Orbána.

Na koniec komentarz Nigela Farage odnośnie demokracji w Unii Europejskiej:

A także satyryczna grafika dotycząca mentalności obecnej władzy:

„Art. 135.
§ 2. Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

„Art. 49.
§ 1. Kto w miejscu publicznym demonstracyjnie okazuje lekceważenie Narodowi Polskiemu, Rzeczypospolitej Polskiej lub jej konstytucyjnym organom, podlega karze aresztu albo grzywny.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto narusza przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej.”

Wywiad z Jackiem Kaczmarskim

Dziś chciałbym się z wami podzielić wywiadem, który Jacek Kaczmarski udzielił w 1993 r. Polskiej Telewizji. Tematem tej rozmowy była niepodległość. Oprócz tego bard przedstawił swój pogląd na „wolność” i komunizm, mówił także sporo o historii, kulturze i literaturze.

Jacek Kaczmarski był dla mnie wielkim człowiekiem – jako muzyk, poeta, ogólnie jako artysta. Z jego twórczością spotkałem się prawie 10 lat temu. To była miłość od pierwszego usłyszenia. W twórczości Kaczmarskiego odpowiadało mi wszystko – styl, muzyka, a także tematyka jego utworów. Jest to jeden z tych artystów, którego piosenki mogę słuchać bez końca. Kaczmarski stworzył ponadczasowe pieśni, które na pewno będę puszczał swoim dzieciom. Z resztą nie tylko muzyka jest godna podziwu. Jego piękna polszczyzna, sposób wysławiania się i formułowania myśli, zasługuje na najwyższe laury.

Mimo, że wywiad został udzielony ponad 17 lat temu, to nic nie stracił ze swojej aktualności. Z powodzeniem można odnieść go do obecnej sytuacji polityczno-społecznej, a także na przykład do obchodów I rocznicy katastrofy smoleńskiej. Dlatego gorąco polecam zapoznać się z tym materiałem.

Defilada, czyli dwa słowa o Korei Północnej

Konflikty między Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, w skrócie KRLD, a Koreą Południową, narasta. W telewizji i w Internecie wiele jest przekazów dotyczących sytuacji tych dwóch państw. Warto się tym zainteresować, ponieważ jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu, na pewno zaangażują się w niego Stany Zjednoczone, Związek Radziecki (obecnie występuje pod inną nazwą), a także komunistyczne Chiny i kapitalistyczna Japonia. A wtedy już tylko dwa kroki od wojny o dużo większym zasięgu terytorialnym.

Nie zamierzam teraz rozważać sytuacji geopolitycznej na Dalekim Wschodzie (ale z chęcią o tym mogę podyskutować w komentarzach), zamiast tego chciałbym wam polecić bardzo ciekawe dokumenty, pierwszy  pt. Defilada, drugi pt. Korea Północna z ukrycia. Defilada to film nakręcony w momencie obchodów 40. rocznicy jej [KRLD] istnienia w 1988 r. Uroczystości zbiegły się w czasie z olimpiadą w Seulu. Władze komunistyczne postawiły sobie za cel zorganizowanie święta narodowego tak, by siłą wyrazu i rozmachem przyćmiło światowe święto sportu. Jak łatwo się domyślić, jest to film propagandowy, ukazujący totalitarne państwo jako raj, a jego wodza jako ojca narodu, znającego się na wszystkim – Kim Ir Sen jest gorącym patriotą, wybitnym humanistą, pisarzem, poliglotą, politykiem, sportowcem, naukowcem, dowódcą wojskowym i strategiem. Prawdziwy człowiek renesansu! Drugi dokument powstał na zlecenie Nationale Geographic i ukazuje Koreę nie z perspektywy ofiary totalitarnego państwa, lecz z perspektywy bardziej światowej. Z obu produkcji można dowiedzieć się sporo ciekawych faktów, dlatego zapraszam do obejrzenia.

Autorem Defilady jest Andrzej Fidyk, film ukazał się w 1989.

Korea Północna z ukrycia (niestety na YouTube dostępna jest tylko pierwsza część)

Z resztą nie są to jedynie dokumenty o Korei Północnej. Zapraszam także do zapoznania się z innymi filmami:

Korea Północna: Kraj pod czerwoną gwiazdą

Korea Północna: Kraj Cichej Śmierci